Czuję, że się rozpadam na milion drobnych kawałków. Chciałoby się w takim momencie uciec. Biec przed siebie, nie oglądać się w tył, nie myśleć co będzie za chwilę, godzinę, dobę, tydzień, rok. Nie przejmować się tym co nadejdzie, tylko trwać w tym co jest teraz, w tej chwili. Chciałoby się znów być tym dzieckiem, które pragnie dojść na koniec tęczy i to pragnienie realizować. Z jakimkolwiek skutkiem. Ważne jest tylko realizacja. Idziesz przed siebie i chłoniesz chwilę.
Zabierzcie mnie z tych czasów. Dajcie je komuś, kto o nich śnił. Nie pasuje tutaj. Mój romantyzm, moja wrażliwość, moje marzenia, moje pragnienia, moja wyobraźnia, moja wiara, moja dobroć, moja ufność giną wśród komputerów, maszyn, robotów, znieczulicy i brudu tych czasów.
Gdzie uciekać, gdy wszędzie tak samo? Czy jest gdzieś kraina, w której czas się zatrzymał? Sprzedam wszystko co mam, by tam się znaleźć, choć mam niewiele. W sumie nie mam nic prócz wyobraźni i wiary w nią. Lecz czy to mało? W owym świecie to nic. Zupełnie nic, wiem.
Pozostaje mi użyć tych wszystkich środków jakie dostałam wraz z darem życia, zamknąć oczy i znaleźć się tam oczyma duszy, niesiona magicznym wiatrem, pozostaje mi śnić o miejscu, które zabił duch czasu. Pozostaje mi wierzyć, że kiedyś wszystkie moje pragnienia, nawet te nierealne się spełnią.