poniedziałek, 20 maja 2013

poniedziałek, 13 maja 2013

I tak wszystko to, co mamy, jest w naszych sercach..

Śniło mi się, że nie ma nas, że przestaliśmy istnieć, nie tworzyliśmy już duetu. To jedno z tych uczuć, które gwałtownie wyrywa ze snu. W nocy rzeczywistość jest inna, a ja nie byłam w stanie uświadomić sobie czy sen nie stał się jawą. Nie leżałeś obok, nie było Cię na wyciągnięcie dłoni. Właściwie... tak rzadko bywasz. Czasami odnoszę wrażenie, że jesteś jedynie marzeniem siedzącym w mej głowie, że wcale nie istniejesz, że w całym bezsensie tego świata, zrodziłeś się z przebłysku mej dobrej myśli, jak ogień oświetlający ciemność, bym przestała się lękać. Jednak tej nocy nie mogłeś mnie obronić, tej i wielu poprzednich z tym samym snem. Kolejny raz huczy w głowie pytanie kim jesteś, kim dla mnie, kim w moim świecie, kim obecnie. Znów stajesz się dobrą myślą, bezpieczeństwem, mimo strachu, strachu oplatającego szczelnie me życie od pewnego czasu ciągle i bezustannie, w dzień i w nocy... A nocą bardziej się boje. Jestem wtedy bezbronna, a noc nie znosi słabych. Sen nie daje ukojenia, przebudzenie daje niepewność. Chciałabym by wszystko się już wyjaśniło. Chciałabym być pewna. A życie kolejny raz pokazuje, że gdy ma się jakieś plany wobec niego, skutecznie je odwoła, zniszczy, wypleni z głowy. Brutalnie i bez żadnych kompromisów.

wtorek, 7 maja 2013

Jeśli wiesz co chcę powiedzieć...



Czy potrafię stanąć w miejscu? Nie podróżować, nie odkrywać, nie biec – tylko stać? Ostatnimi czasy robię to coraz rzadziej, z braku czasu, bo oczywiście, że nie ochoty. Jednak ludzie, którzy znają mnie z codzienności, uważają że to sporo, że często, że ciągle. Wychowałam się w podróży, w wędrówce, pociąg fascynował, był ruchomym pokojem, wolałam go od tego własnego, tego, którego nigdy nie miałam. Nie liczę już ile godzin swego życia spędziłam w podróży, stukot kół o szyny jest mi bliski, wyciąganie ręki na poboczu drogi ekscytuje, widok za szybą, zwłaszcza wieczorem koi serce, powoduje powolne drganie radości. Nie jestem dzieckiem Internetu, jestem dzieckiem obrazów, miejsc, wspomnień, poznanych w drodze ludzi. Wyciągam piegowatą twarz ku słońcu, rozkładam szeroko ramiona i chłonę świat. Uczę się życia w drodze, w biegu, w pogoni, z plecakiem, bez ogólnego planu, bo taką naukę przekazała mi dawno temu moja własna mama. I choć to czasem męczy, choć czasem się narzeka, to nie wyobrażam sobie żyć inaczej. Nigdy nie stanę w miejscu i nie zapuszczę korzeni.

Jeśli kiedyś zobaczysz stojącą na stacji lub wyciągającą kciuk w stronę nadjeżdżających aut, małą, rudą dziewczynę, której plecak jest większy od niej samej – uśmiechnij się, choćby w myślach. Ona jest szczęśliwa i zawsze będzie, bo droga się nie skończy, a horyzont zawsze cicho wzywa.