poniedziałek, 26 grudnia 2011

sobota, 24 grudnia 2011

❅❅♥ winter ♥❅❅


Kocham zimę i jeżeli kiedykolwiek powiedziałam inaczej to mróz zamroził mi umysł. Uwielbiam zakładać płaszcze, ciepłe buty i wełniane rajstopy, wielkie czapki i rękawiczki rozgrzewające dłonie. Wchodząc zmarznięta do domu, czując buchające ciepło z czterech ścian i ze szklanki herbaty grzejącej skostniałe palce dziękuje, że mam ten azyl, w którym nie słyszę świszczenia wiatru. Kocham zimę i jeżeli kiedykolwiek popełniłam zdradę wykrzykując na nią złe hasła, to tylko dlatego, że moje ciało drżało przeraźliwie z zimna i domagało się ogrzania. Kocham zimę, chłód wpadający głęboko w nozdrza i płuca, aż czuć jego świeżość, skrzypienie śniegu pod nogami, tupanie ludzi na przystanku z powodu mrozu, który szczypie w uszy i nos. Może jestem dziwna, bo chociaż jestem strasznym zmarźluchem i trzęsę się jak osika, to kocham zimę.

piątek, 23 grudnia 2011

merry very | very merry | bad christmas

Wyjechałam w chwili gdy pierwsze płatki śniegu spadały mi na zmarznięty nos w ciemnej stolicy naszego kraju i cholernie się z tego faktu cieszę. Nie czuję tych świąt, magii i nie chodzi o to, że jestem na obczyźnie, w kraju kminku i knedli. Ludzie zapomnieli o co w tym wszystkim chodzi i zatopili się w konsumpcyjnym świecie najdroższych prezentów, sztucznej choinki i świecących reniferów. Kto jeszcze pamięta, że nie chodzi o mikołaja i nażarcie się, a o świętowanie narodzenia Jezusa? Kto w to jeszcze wierzy? Ja chcę wierzyć w jedno, że jest ktoś taki na świecie, kto jeszcze kiedyś pokaże mi jak wyglądają i pachną te prawdziwe święta...

środa, 21 grudnia 2011

truskawkowe majtki.





Patrząc na Ciebie i żegnając się z Tobą wczorajszego wieczoru, miałam takie cholerne, nieodparte wrażenie, że to ostatni raz kiedy się widzimy, że już nie wrócę...





Może i czarne scenariusze to moja specjalność. Ale tym razem się boję.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

szczelnie zamknięte okna.



proszę nie dać się zwieść mojemu młodzieńczemu wyglądowi. Prawdziwy wiek przejawia się w czynach.

sobota, 10 grudnia 2011

miss me

Czekam.
Być może na te kilka wieczorów z Tobą, być może na to, by podjąć pewne decyzje, być może na to, by powiedzieć Ci co we mnie siedzi, a czego boję się powiedzieć samej sobie, być może na lepszy obrót spraw, być może na ciepło Twych dłoni, być może czekam na coś, co pojawić się nie ma zamiaru, nigdy. Ale w tym zimowym już czekaniu jest coś, za czym tęskniłam. Czasem puszczam wieczorem smętna muzykę, siadam na parapecie w wełnianych skarpetkach z kubkiem herbaty i patrzę przez okno. W lato zawsze otwieram to okno i wystawiam nogi, ludzie dziwnie wtedy spoglądają. Ale cóż mi po ludziach, skoro to nie na ich wzrok czekam, a na Twój. Ostatnio sprawiłeś, że dostałam palpitacji serca, prawie wyskoczyło mi z gardła, bałam się. Bałam się, bo wiedziałam, że te słowa, które być może mi powiesz to moja wina. Tak bardzo nie chciałam ich usłyszeć, tylko na nie nie czekam, z całokształtu Ciebie. I zyskałam pewność, na to też czekałam. Czekałam na Ciebie...

niedziela, 4 grudnia 2011

Witaj Boże.

Ile to my ze sobą nie rozmawialiśmy?
Długo.
Czy mam Ci coś do powiedzenia? Chyba tak. Może nie? Bo czy tak naprawdę interesuje Cię to, że się zgubiłam? Czy nie masz takich osób na pęczki? Małe, nic nie znaczące duszyczki, którym się nie udało, i w swej słabości postanowiły skończyć to co podobno Ty zacząłeś. Byłam jedną z nich. I tak, to właśnie wtedy, kiedy było źle, nie zwróciłam się do Ciebie, bo wolałam sobie poradzić sama.
Zosia - Samosia. Samosia - Zosia sia sia sia lalala.
Teraz piszę. Piszę teraz Boże.
Czytasz?
To dobrze.


Ludzie radzą sobie sami, budują co zniszczyłeś.
Rozumiesz? Dają radę bez Ciebie.
Żegnam.

sobota, 26 listopada 2011

Odwróc sie....



Piszę Twoje imię. Dwie sylaby. Dwie samogłoski. Twoje imię sprawia, że rośniesz, jest większe od Ciebie. Usnąłeś w kącie; Twoje imię Cię budzi, kiedy je piszę. Nie mógłbyś się nazywać inaczej. Twoje imię to cały Ty, Twój smak, Twój zapach. Zawołany innym, znikasz. Piszę je. Twoje imię.

sobota, 19 listopada 2011

na głos nie wypowiem, że tęskniłam gdy nie było Cię... trochę za długo.



potrzebuje uczucia. chociaż troszkę. nie w słowach, ale gestach. w ruchu dłoni, która poprawia spadający na oczy kosmyk włosów.
czy w takim zaborczym objęciu i spojrzeniu mówiącym: nie oddam Cię nikomu. 

odległość boli. wybacz.

środa, 16 listopada 2011

środa, 9 listopada 2011

pomyśl.

Zostańmy przyjaciółmi.


Brzmi znajomo? Pewnie wielu z nas usłyszało to w swoim życiu, niektórzy niejednokrotnie. Zdanie, które przekreśla wszystko. Jak do cholery możemy zostać przyjaciółmi, skoro będąc w związku musieliśmy nimi być. Inaczej nie miałby większego sensu.  Pozostać... owszem. Ale zostać? Czy ktokolwiek zastanawiał się nad znaczeniem słów, które sam wypowiada? 

niedziela, 6 listopada 2011

Want.



I don't ask far. Can't ask for anything. Yes, I don't have the right to ask for nothing. I would like... This is a better word. So, I would like you to be. He was by me in the rain and a blazing sun. He was by me when  I smile brightens up my face and when tears are flooding eyes. Just like this. With the mug of the coffee, stubble and blue eyes. You to be. Be.

sobota, 5 listopada 2011

środa, 2 listopada 2011

spowiedź kata.

każdy ma w sobie kogoś, kogo za wszelką cenę nie chce ujawniać światu. to swoista tajemnica, pilnie strzeżona przed otoczeniem. to cień, skrywany w świetle dnia, wychodzący w mrokach nocy. ta osoba w nas tkwi, nieustannie. nadchodzi dzień, kiedy bardzo potrzebuję wyjść, pokazać swe oblicze. niektórzy z nas na to pozwalają. otwierają kłódkę założoną na drzwi opiewane napisem pod żadnym pozorem nie otwierać, bestia łapie pierwsze oddechy świeżego powietrza. kolejny raz od nas zależy czy zawładnie nami całkowicie, czy wepchniemy ją ponownie w głąb siebie. każdy ma w sobie zło, nie każdy chce z nim walczyć. czasami robimy rzeczy, o których normalnie nawet byśmy nie pomyśleli, do których nie bylibyśmy zdolni. 
morderstwo, zabójstwo, wyrok śmierci, egzekucja. 
mocne słowa, przeczytane dudnią echem w naszym umyśle. czy ktokolwiek z nas pomyślałby, że się do tego kiedykolwiek dopuści? bywamy lunatykami, którzy otwierają drzwi tajemnicy własnego JA, a później z przerażeniem obserwują efekty pracy swoich - niestety własnych rąk. ale jesteśmy ludźmi, obdarzono nas poczuciem winy i umysłem zdolnym naprawiać popełnione błędy. jesteśmy ludźmi, którzy boją się, a strach oznacza, że wiedzą ile mają w swoim życiu do stracenia, jeżeli kłódka siły okaże się zbyt słaba. wierzę, że jesteśmy ludźmi, którzy walczą ze sobą zanim podejmą niezwykle ważne decyzje.















miałam zrozumieć i pogodzić się sama ze sobą. wiem.
próbuję. uwierz mi - próbuję. 
bardziej, o wiele silniej i intensywnej niż walczę z obgryzaniem paznokci.
ale musiałam.
czasem pewnie słowa trzeba wyrzucić z siebie, gdzieś w eter, by oczyścić umysł i być może wstać, otrzepać się i iść dalej. po prostu dalej przed siebie.























każdy ma w sobie kogoś, kogo za wszelką cenę nie chce ujawniać światu. 
niezmiernie cieszę się, że ja mam także i Ciebie - kogoś, kogo chcę pokazywać światu codziennie.

naprawdę staram się być silna, naprawdę...






Podsumowując krótko. 
Październik okazał się najgorszym miesiącem w tym roku, w tym życiu, w tym stuleciu.
Dla mnie, mnie, mnie, mnie, eech.







wtorek, 25 października 2011

...







chyba nigdy nie myślałam, że życie może stać się tak bardzo ciche, smutne i puste.







niedziela, 23 października 2011

piątek, 21 października 2011

Tanie romansidła.



(...)

Włożyła rękę do kieszeni, poczuła znajomy, gładki kształt. Wyjęła podarowany zeszłej jesieni przez Niego kasztan. Obracała go wolno w rękach. Biło od niego ciepło, a przecież na dworze temperatura była minusowa. Jej dłonie także były zimne, a jednak czuła ciepło. Czy to jego serce tam daleko grzeje tego kasztana właśnie dla niej?

czwartek, 20 października 2011

nieuniknione.


Mówił Jej:
- Mała, czasem trzeba coś stracić by móc to docenić, 
ale pamiętaj, że wtedy może być już za późno, by to odzyskać. Chodź Mała spać.

wtorek, 18 października 2011

oczyszczam siebie.

czasami wydaje mi się, że składam się z samych łez. słonych, wielkich, niepowstrzymanych, które płyną wartkimi strumieniami prosto z mych zaczerwienionych oczu i spadają, tworząc wielkie oceany na moich ubraniach. to przez hormony, to przez PMS, tłumacze sobie, zalewając się kolejnymi kroplami bez żadnej ważnej przyczyny.

nawet gdy uciekam...









Nie zapomnij o mnie, nie zapomnij zwłaszcza teraz gdy pora roku przybiera barwę moich włosów, gdy dłonie skostniałe z zimna pragną ciepła Twoich warg, gdy wiatr targa rzęsami i łzawi oczy. Gdy ranek, przestaje być rankiem a wciąż jest nocą, ciemną i samotną, przez którą idę otulając się płaszczem najlepszych wspomnień o Tobie. Teraz gdy bardziej jestem tu nie tam, teraz gdy trwam w swoich postanowieniach.
Nie zapomnij o mnie, nie zapomnij...

piątek, 14 października 2011

jeżeli kiedyś zechcesz ze mną wyruszyć w tę drogę - po prostu złap mnie za rękę i podążaj obok.



Mówił Jej:
- Mała, nowe buty trzeba rozchodzić zanim się wyruszy w długą podróż, czasami do mocnych ran, 
by potem móc wygodnie iść. A miłość jest podróżą w nieznane, ale bezpiecznie światy... Chodź Mała spać.

wtorek, 11 października 2011

o pierdołę.






tak niezwykle mało potrzeba aby spokój
wypracowywany przez lata
prysnął w sekundzie niczym bańka mydlana





bum!

poniedziałek, 10 października 2011

niedziela, 9 października 2011

mieszkam w słowach.



czuje się przeźroczysta, jakbym sama sobą nie była, jakbym nie była nikim, bez tożsamości. przelewam się, bez formy jak woda, szukam odpowiedniego naczynia by w niego wlać się i przybrać jego kształt. czuje jakbym znów się zgubiła.
płynę rzeką słów. obfitym potokiem, który wypływa z moich ust, oczu, nosa, uszu. wynurzam głowę z tych liter i zdań, łapczywie łapiąc powietrze. wymachuję rękami i nogami niczym najlepszy pływak na olimpiadzie, ale czy ocean da się przepłynąć? tracę siły i nadzieję, że ląd się pojawi. 
tonąć, zatonąć, utonąć. wreszcie umrzeć. pod słowną wodą haustami łapię oddech, wyrazy napływają w moje usta. połykam je. zamykam oczy i zasypiam. na zawsze. 
przybrałam nową formę.


jestem słowem.

piątek, 7 października 2011

strach




 Zapytałeś mnie kiedyś:
- Wyobrażasz sobie życie bez niego?
- Nie. On będzie jeszcze długo żył.
Odpowiedziałam.
Po tym miał wypadek.
Przeżył
Ogłuchł.
Nauczyłam się rozmawiać z nim poprzez gesty.
Znów było dobrze.
Zapytałeś mnie ostatnio:
- Wyobrażasz sobie życie bez niego?
- Nie. Przeżył wypadek, wciąż tu jest, on będzie żył.
Odpowiedziałam.
Po tym trzeba go oddać do schroniska.
Stał się agresywny.
Nie potrafię już się sprzeciwić.
Są na świecie sytuacje, kiedy kogoś bardzo się kocha, ale dla dobra ogółu, trzeba przestać się z nim spotykać.
Nie umiem wyobrazić sobie, że Batona już nie będzie.
Ale będę musiała.
Już nie przyjdę do domu i nie powita mnie wesołe merdanie ogonem.
Już nie wtulę się w jego ciepłą sierść w złych chwilach.
Już nie poczuję mokrego języka na twarzy, który dziękował za wszystko.
Dlaczego?
Spędziłam z nim 2 lata.
Czy da się tak po prostu zapomnieć?

2008


Kocham i się boję, przez co nie wiem co robić, rozum mówi jedno, serce drugie, wybór jest cholernie trudny, ale kiedyś trzeba go w końcu podjąć. Zwłaszcza, że i tak już sporo czasu dostałam od losu w prezencie. Ale czy potrafię kogoś zabić? Nawet jeżeli dla niektóry to tylko pies. Dla mnie zaś, to zwierzak, którego kocham. Boję się, znów, tym razem czegoś zupełnie innego i tym razem mam zupełne prawo do tego, by się lękać. Zawsze musi być pod górkę, nawet jeżeli wydawałoby się, że przeciwności losu odwróciły się ode mnie. Zastanawiam się czy decyzja, jakakolwiek by nie była, okaże się potknięciem o kłody losu, a poranione kolana, po upadku nie pozwolą wstać i iść dalej. 

Co wtedy? Kim wtedy się stanę? Lub bardziej czym?

środa, 5 października 2011

gdy zostaje u Ciebie na noc.









Czasami 
zastanawiam się 
co widzisz, 
co czujesz, 
o czym myślisz, 
gdy 
przyglądasz mi się 
jak śpię.

niedziela, 2 października 2011

Ulepiona z tej samej gliny...








Żałuję, że urodziłam się zwykła. Praworęczna, bez piegów, przeciętnego wzrostu, z przeciętnym kolorem włosów i oczu. Żałuję, że wszystko to, co miało mi pomóc pozbyć się zwykłości - zrobiło ze mnie wstrętnie normalnego gnoma, podobnego do wszystkich innych gnomów i trolli łażących po świecie.

wtorek, 27 września 2011

skrupulatnie notuję niepowodzenia.



wszystkie listy, które zapisuje - a jest ich całkiem sporo, porozrzucanych po moim pokoju - są nic nie warte.
ileż myśli, tysiące dat, imion, rzeczy, znaczeń, zabiegów, decyzji na nich zapisałam. ileż z nich nadal czeka na wykreślenie...
dlaczego cholera jestem taka niedokładna w swej dokładności?



środa, 21 września 2011

Boję się do dziś.


Bałam się od początku. Wszystkiego.
Wiem, że się dziwisz.
Wszyscy zawsze mówili, że taka dzielna ze mnie dziewczynka.
Potem dziewczyna.
Potem kobieta.
Że odważnie zabieram głos, że podejmuje wyzwania. Że wszędzie mnie pełno.
A nawet sama schodzę do piwnicy w wielkim zaszczurzonym bloku.
Wierz mi, to jest najlepszy sposób, żeby ukryć strach. Być taką, hej, do przodu.
Żeby nikt się nie domyślił.

sobota, 17 września 2011

-.- Zzzz...





Zapomniałam już jaka bezsenność może byś straszna oraz jak trudno ją pokonać.
Walczę 3 dzień.





Moja samoocena.

Siedzę i czytam. Szperam, szukam. Z każdym kolejnym zdaniem jest coraz gorzej. Nie dam sobie rady, nie ogarnę tego, nic z tego nie wyjdzie, marnuję tylko czas. Jestem przerażona, autentycznie, do szpiku kości. Jeżą mi się włosy na rękach, mam gęsią skórę na samą tylko myśl o tym. Serce zaczyna walić jak oszalałe... nie podołam. Wiem o tym, a mimo to brnę dalej, głupia!
Nie pocieszaj, nie pisz miłych słów, nie dodawaj otuchy. Nic to nie da. Boję się, piekielnie. Drżą mi ręce, pojawia się pustka w głowie... a to dopiero początek.

Jestem pieprzonym tchórzem. Albo zwyczajnie za tępa na to wszystko. Czas powiedzieć to na głos. Przykro mi, że już na starcie czuję się zrezygnowana, bezużyteczna, bezsilna a przede wszystkim smutna. Nie na to liczyłeś i ja również nie...

piątek, 16 września 2011

Chcę to...


¡


Ruda chce być chuda jak przecinek, albo nie, nie. Jak wykrzyknij, taki odwrócony do góry nogami.
Z okrągłą główką i prostą tyczką, tj. nóżkami i rączkami. Szczęście przyjdzie wraz z utratą.





Daj mi! Daj, albo się bujaj!




czwartek, 15 września 2011

wytrwać, wytrwać, wytrwać.


schowałam swoje uzależnienie do pudełka. ukryje je głęboko i wyrzucę to miejsce z pamięci. wytrzymam?

środa, 14 września 2011

wiedz miły, że choć nie zapominam, potrafię szczerze wybaczać





Zadziwia mnie jak cienka granica jest między dobrem chwili, która kilka sekund temu odeszła, a złem chwili obecnej. Zadziwia mnie jak po źle przespanej wczorajszej nocy i smutnym wieczorze, ranek choć niezwykle ranny i zimny, przyniósł niespodziewane ukojenie w ciepłych męskich ramionach. Zadziwia mnie jaki potrafisz być na mnie zły, w jaki sposób wtedy na mnie patrzysz, jak mnie odrzucasz. Zadziwia mnie jak bardzo pragnę tego zwykłego, ludzkiego, codziennego szczęścia, bez niezwykłości, bez ochów i achów, bez świecidełek, gwiazdek z nieba i niespełnionych obietnic. Zadziwia mnie jaka jestem szczęśliwa teraz. Tu i teraz, teraz i tu z Tobą, choć bez Ciebie obok.

wtorek, 13 września 2011

pragnę pustki



Żadne katalogi nie powinny wpadać w moje zachłanne zmian dłonie, oczy, duszę, głowę. Znów chcę odmiany, tym razem pokojowej, powyrzucać wszystko i z pustymi ścianami zacząć na nowo. Niestety tak się nie da, co oczywiście już zaczyna mnie męczyć. Moje myśli szybko kombinują co i jak by się udało. Powiew świeżości jest mi bardzo potrzebny, bo się duszę już nawet w tych moich kątach. Uciekanie jest trudniejsze jesienią i zimą, gdy ręce czerwienieją i marzną z zimna. Chce znów kochać swój mały żółto-zielony świat....

wtorek, 6 września 2011

Koszmarów cztery pary.





Śniło mi się, że obca kobieta depcze mnie swoimi obcasami, szczypie moją skórę, wyrywa długimi paznokciami kawałki mojego ciała, wydrapuje oczy, ciągnie za włosy. A ja się bronie choć tak bardzo boli. Co gorsze, jestem świadoma, że to sen, że to kolejny koszmar, który ostatnio często mnie nawiedza, ale nie mogę się obudzić. Nie z tego, nie tym razem, a ból jest straszny. I kiedy w końcu nadchodzi upragniony dźwięk budzika, otwieram oczy i ból nie ustaje... i tak już trzeci dzień...

sobota, 3 września 2011

Recepta.




nie szukaj ideałów, bo ideałów nie ma. znajdź kogoś, kto zdenerwuje Cię jak nikt inny. 
kogoś, czyj dotyk sprawi, że odlecisz do innego świata. przy kim nie będziesz chciała udawać nic.




czwartek, 1 września 2011

Spokój ducha...


Czas nie zatrzymuje się ani na chwilę. Życie pędzi... 
Bardzo prosto i wygodnie jest widzieć w kimś cały świat, i nie mieć po prostu czasu, i ochoty na resztę spraw...
Teraz muszę się wziąć w garść, nie zmarnować ani jednego, ani drugiego. Sama układam sobie plany, wybieram drogi, płacę za błędy i zbieram doświadczenie. Nie waham się już. Wiem, co tak naprawdę jest ważne, co mniej. Ludzie po jakimś czasie pokazują swoje prawdziwe twarze. Zostają nieliczni, na których można liczyć w każdej chwili. To cudowne, że ktoś może liczyć też na Ciebie.
Strasznie Cię lubię. Wiesz?

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

jestem kiepska w byciu ważną.

- Jak się zdobywa Zytę?
- Nie ma na to gotowej recepty.
- No ale jaki on był, że cię zdobył?
- On? Czemu nie wypowiadasz imienia?
- Bo oboje wiemy o kogo chodzi. Więc?
- Trzeba być. Przede wszystkim trzeba być. 
I pozwolić mi uciekać, dać mi wolność 
lub biec tak szybko razem ze mną.
- Nie potrafię być.
- Nie oczekuję tego od ciebie.
- Wiem.




rozmowa z dokładnie 14 lutego, kiedy oboje nie mieliśmy pojęcia, że oczekiwania zmienią lekko swój pierwotny kierunek. 
miło takie rzeczy mieć w głowie, miło czasem mieć za dobrą pamięć.
a przede wszystkim, jak na razie idzie Ci całkiem nieźle BYCIE.
:)



sobota, 20 sierpnia 2011

proszę Pana, proszę Pana, miałam bluzkę z Pokemonami!

Nie, tu zupełnie nie chodzi o miejsce.
Mogłoby to być gdziekolwiek, Pcim Dolny też jest pewnie wart obejrzenia.
Nie, tu zupełnie nie chodzi o czas.
Mogłoby to być kiedykolwiek indziej, sierpień jest miesiącem jak każdy inny.
Nie, tu zupełnie nie chodzi o porę.
Mogłoby to być w każdą inną, lato i tak nas nie rozpieszcza.
Nie, tu zupełnie nie chodzi o...
...właściwie chodzi tylko o...


Czy widząc morze po 7 latach zachowam się jak dzieciak?

piątek, 19 sierpnia 2011

Odpowiedzialność?




Zrozumiałam, jadąc wczoraj autobusem, 
że muszę zacząć na siebie uważać, 
bo moje życie przestało być tylko dla mnie.




środa, 17 sierpnia 2011

niskie brzuchy.



znam.
dotknęłam, poczułam, doświadczyłam.
lubię.
bo głowa rzadko mnie boli.
dorastam.
powoli i boleśnie do konsekwencji, które mogą nadejść w każdej chwili.
boję się.
choć mniej gdy gdzieś tam w myślach widzę to wspólnie.


wtorek, 16 sierpnia 2011

gorące głowy.



Nigdy nie myślałam, że chorowanie we dwoje może być takie... masochistycznie powiem, ale dość przyjemne.



niedziela, 14 sierpnia 2011

Przestałam marzyć, jak człowiek nie marzy...

Czuję, że staję się coraz bardziej nijaka. Tracę marzenia, pragnienia, cele i nic sobie z tego nie robię. Przestałam zazdrościć tym, którzy je spełniają, nie patrzę na nich z nutką rozczarowania w oczach, że to nie ja tam jestem, nie ja to przeżywam. Uciekają ze mnie kolory. Trwają wakacje, lato za oknem, może nie takie jak powinno być, ale jednak lato. A ja czuję się przygnębiona samą sobą, czuję jakby już była połowa jesieni. Jestem szczęśliwa, naprawdę jestem. Ale nie dążę, nie pragnę, nie czuję, że chcę móc i działać. Nie czuję tej pieprzonej wrażliwości, która zawsze mi towarzyszyła, szła ze mną obok. Nie czuję i brakuje mi jej, choć zawsze jej nie znosiłam. Jestem sprzecznością, która staje się coraz bardziej ociekająca olewaniem swego życia... czego będę już pewnie niedługo strasznie żałować.



...umiera.

środa, 10 sierpnia 2011

mów mi dobrze.

do mojego serca wpadł wielobarwny motyl. jego skrzydełka trącają wnętrze pobudzając do uczucia. to takie dziwne, jakby wiosna zagościła we mnie topiąc wszelki śnieg i lód. ciepło rozchodzi się po całym moim ciele. dochodzi nawet do wiecznie zimnych koniuszków palców. słońce rozświetliło uśmiech, a jego promyki tańczą w oczach. czuje się wspaniale.

środa, 27 lipca 2011

Hare Hare Kriszna!


 I wreszcie jesteśmy wolni od ról społecznych i norm, od tego, co wypada. 
Żwawo wypowiadamy głupstwa, gubimy drobne w burakach, sikamy w kapustę, jemy brudny szczaw.

wtorek, 26 lipca 2011

Jak ja przetrwałam te 19 lat?!




Jestem pieprzoną marzycielką i sentymentalną idiotką z duszą dziecka, 
które wierzy w bajki i nie pojmuje świata dorosłych.

Bim bam bom
życie mnie przerasta.
Dziękuję.




poniedziałek, 25 lipca 2011

Pamiętaj mnie...

Tamtego ranka chciałam spać jak najdłużej, w myślach błagałam by czas się wydłużył, by budzik nie obwieszczał pory wstania. Jeszcze ciepłe poduszki, na których pozostały strzępki snów. I zapach. Pamiętasz mój zapach? Twój zwiastuje bezpieczeństwo, tak samo jak ramiona, którymi mnie oplatasz. Lubię ten zapach. I Twoje usta na mojej szyi. Tylko te poduszki jeszcze takie ciepłe. Zapamiętują. A Ty pamiętasz? Te przytulone wspólne noce? Twarz wtuloną w mój kark. I ciepły oddech na nim. Nawet złe sny mogą mnie wtedy nachodzić. Jesteś obok. Bądź obok nawet gdy tej nocy śpię w innym łóżku. Bądź...

niedziela, 24 lipca 2011

rocznik to tylko cyfry, a cyfry to nie uczucia.

najpierw powiedziałam, że jeśli chodzi o starzenie się, to są tylko dwie opcje 
- skończyć trzydziestkę albo umrzeć (...) 
szybko dodałam, że wiek i czas to zupełna bzdura -
po prostu wymyślone liczby bez żadnego znaczenia.

liczby. cyfry. zera. godziny. lata.
otaczają nas zewsząd.
na każdym kroku bombardują nas swoimi kształtami, kolorami, znaczeniami.

wiek. liczony od chwili narodzin. dlaczego nie od chwili poczęcia? przecież 9 miesięcy nie jest bez znaczenia, już wtedy istniejemy. więc ma swoją wartość.

8 miesięcy.
6 miesięcy.
38 tygodni.
26 tygodni.

wcześniak - wyrok śmierci.

lata. każdego roku obchodzimy urodziny, kolejna wiosna. z roku na rok, z roku na rok - rok starsi. i co z tego? magiczne 18 lat, jakaś tam dojrzałość? do czego? kupowania alkoholu? małżeństwa? studiów? podejmowania decyzji? do wyboru panujących władz? co nam daje określone ileś tam lat? ktoś tam ustalił, że nie wypada mieć dużo młodszych lub dużo starszych partnerów. bo co? bo dlaczego? wcześniej może gdzieś tam tkwiło we mnie to, dopóki nie uświadomiłam sobie, że te liczby, ten czas, ten wiek nie ma znaczenia. to tylko cyfry zapisane kiedyś przez lekarza lub pielęgniarkę w szpitalu.

10 lat młodsza/15 lat młodszy
7 lat starszy/13 lat starsza

liczby nie wyrażają ani mądrości, ani uczuć. nie zaślepiajmy się nimi.

piątek, 22 lipca 2011

skrawki rozmów





- Lubisz jesień Mała?
- Lubię chłód wdzierający się do koniuszków mych palców, który płynie z krwią i dociera do serca. Tak strasznie jest wtedy zimno. Ale wiem, że jest miłość, która potrafi je rozgrzać. Uwielbiam idąc na spacerze wśród tysiąca wielobarwnych liści, wdychać mroźne powietrze, które piecze w płuca. Zamykać oczy i uśmiechać się do ciemnych wieczorów, gdzie... - uśmiechnęła się figlarnie do swych wspomnień i dokończyła - pytałeś więc czy lubię jesień, prawda? To pora roku, w której się narodziłam, ja jestem jesienią...

czwartek, 21 lipca 2011

I know...



znam Cię. ukrywasz się pod pancerzem wredności. łatwo się irytujesz. rzadko się uśmiechasz. pachniesz bezpieczeństwem. wolisz filmy od książek. nie jesz szpinaku. masz bzika na punkcie komiksów. kochasz muzykę. i mój śmiech. podejmujesz wyzwania. jesteś silny psychicznie. i rozważny. nie chowasz się przed robakami. posiadasz szept, który wyzwala ciarki na ciele. jesteś odpowiedzialny. i uporządkowany. potrafisz być opiekunem. lubisz być ważny. nie boisz się dochodzić do wyznaczonych celów. pijesz. nie palisz. masz w sobie dużo dziecka. i niespełnione marzenia. jesteś zachłanny. uwielbiasz spać. chodzisz własnymi drogami. jesteś kotem. masz rudą duszę.

znam Cię, niebieskooki. boisz się kochać.



wtorek, 19 lipca 2011

pyk pyk pyk cyk cyk cyk.






Najpierw musisz sam zaakceptować siebie, 
a dopiero potem możesz szukać swojego miejsca na ziemi.







ja ostatnio zupełnie nie potrafię. 

niedziela, 17 lipca 2011

pamiętaj...

jeśli zechcesz odejść ode mnie
nie zapominaj o uśmiechu
możesz zapomnieć kapelusza
rękawiczek notesu z ważnymi adresami
czegokolwiek wreszcie - po co musiałbyś wrócić
wracając niespodziewanie zobaczysz mnie w łzach
i nie odejdziesz


jeśli zechcesz pozostać
nie zapomnij o uśmiechu
wolno ci nie pamiętać daty moich urodzin
ani miejsca naszego pierwszego pocałunku
ani powodu naszej pierwszej sprzeczki
jeśli jednak chcesz zostać
nie czyń tego z westchnieniem
ale z uśmiechem


zostań

środa, 13 lipca 2011

Pewnego dnia pękło niebo...

Pewnego dnia pękło niebo...

Rozejrzyj się. Widzisz? To Bóg to stworzył.
Czym pytasz? Słowem.
A oto stało się. - powiedział
i wyrosły drzewa.
Stwórz się. - rzekł
i zrodził się człowiek.
Niemożliwe myślisz? A jednak.
Pomyśl przez chwilę czym człowiek rani
i niszczy najbardziej.
Bronią mówisz, ale jaką?
Mieczem? Łukiem? Strzelbą?
Nie zgadzam się.
To SŁOWO.
A teraz poczuj się jak Bóg i idź proszę napraw to co przez ciebie się zawaliło.
Naucz się mówić.

wtorek, 12 lipca 2011

łóżko, tesco, noc, słodycze, fifa.




Bo najważniejsze jest, aby zaakceptować jego wady. 
Poukładać je na półce, niczym najlepsze książki, tuż obok jego zalet, porównać ich wartość i zdecydować,
czy bierzemy wszystko w pakiecie, czy może lepiej dać sobie z tym spokój...





biorę pakiet, nie spieprz tego.

środa, 6 lipca 2011

znów zaczęłam się bać. pokażesz mi, że niepotrzebnie?







Nie przyzwyczajaj się do mnie. Nie zapamiętuj mojej twarzy, 
nie pamiętaj ile łyżeczek cukru wsypuję do kawy. 
Zapominaj jak się ruszam, jak ubieram, jak pachnę. 
Nie przywiązuj się do mnie - ja mam w zwyczaju uciekać...

poniedziałek, 4 lipca 2011

kotów kat ma oczy zielone.



Przez drogę przebiegł mi czarny kot z szarym pyszczkiem, ale dzisiaj ani piątek, ani trzynastego. Przebiegł dwa razy, więc może sam odwrócił nadchodzące nieszczęście. Może spadnie na niego. Wydaje mi się jednak, że to mnie życie kopnie dwukrotnie mocniej niż zwykle w dupę.




przerażająca opinia.



Ludzie od lat uważają mnie za na tyle inteligentną i godną zaufania, 
by dziękować za rady mówione przeze mnie jako dziecko. 
(sic!)



niedziela, 3 lipca 2011

red frame.






Pewnego październikowego dnia dostałam od Ciebie szczęście
w prezencie, zamknięte w czerwoną ramkę.
Mówią, że czerwony to kolor miłości. 
Dałeś mi szczęście, pozbawiając go siebie, bo mnie kochałeś.
Dziękuje, za to, choć wiem, że nie zasłużyłam na nie.
Gdziekolwiek teraz jesteś i cokolwiek robisz, wiedz Panie M., 
że staram się każdego dnia docenić ten podarunek.

czwartek, 30 czerwca 2011

Apel do...

Czy ja się chwaliłam matura na facebooku? Czy nastała jakaś nowa moda, a mnie coś zwyczajnie omija? Czy chwalenie się zdaną maturą jest fajne? O czymś świadczy? Zdać maturę to jakiś prestiż? Czy ja czegoś po prostu nie rozumiem? Świat jest coraz bardziej pojebany w swej banalności, a ludzie stawiają sobie coraz niżej poprzeczki swej ambicji. Ja wiem, że daleko nam do Japonii, ale miejmy w sobie chociaż więcej skromności i chwalmy się czymś czym naprawdę warto. Ludzie, myślcie troszkę, to nie boli.

sobota, 25 czerwca 2011

sza sza



Cholerna cisza w mojej głowie. Czuję jak echo odbija się od ścian czaszki. 
Pewnie gdyby wrzucić przez ucho piłeczkę pingpongową to odbijałaby się w nieskończoność. 
Głucho, cicho, żadnych szmerów... sza sza. Jebane sza sza. 
Czekam...


czwartek, 23 czerwca 2011

Dziękuję Tato, że jesteś!





- Widziałaś kiedyś krasnoludka?
- Nie.
- A smoka, albo dobrą wróżkę...?
- Nie...
- Oczywiście, że nie, bo to są postacie z bajek. Tak samo jest z wilkołakiem albo z babą jagą. 
Ludzie wymyślają sobie różne historie, po to, żeby straszyć innych ludzi, czasem dzieci. 
Ale... każda mała dziewczynka po to ma tatusia, żeby mógł ją obronić przed tymi ludźmi, 
przed złymi bajkami, aż urośnie i nie będzie tej ochrony potrzebowała...
- Ja zawsze będę cię potrzebowała...
- Też zawsze będę cię potrzebował, ale przyjdzie taki czas, 
że wstyd się będzie do tego przyznać...

wtorek, 21 czerwca 2011

Zapomnieć - chciałabym zapomnieć jak się myśli.



Rano jeszcze mocniej odczuwam strach i lęk. Dlatego śpię do południa, by słońce oświetliło mrok moich myśli. Głupia dziewczyna, boi się głupiej wiadomości. Przecież nic się nie zmieni w moim życiu, nic. Uciekam pod kołdrę jak mała dziewczynka bojąca się ciemności, by choć jeszcze przez chwilę poczuć ciepło nocy. Otwarte oczy zwiastują długi dzień z moją własną głową. Uzależniona na tą chwilę od głosu Kurta, nachalnie słucham wciąż tych samych dźwięków, próbując w ten sposób uciec od tego co nieuniknione. Moja ukochana samotność zaczyna mnie przerastać. Nagle potrzebuję przebywać z kimś. Zmieniam się. Nie wiem kim jestem dzisiaj, a co dopiero kim będę jutro. Bolą mnie oczy od czytania, by zapomnieć. Bolą mnie stopy od przemierzania ulicy, by one mnie nie dogoniły. Czuję, że już nie wiem za co się łapać, by nie dowiedzieć się tylko, tego co wiem od początku. Chaos. Chaos. W głowie, w słowach, w palcach uderzających o klawiaturę. Chciałabym spać, przespać, przeczekać. Chciałabym... uniknąć.
Nie można. Chaos. Nie można. Chaos. 

Jestem pieprzonym tchórzem  w konfrontacji z rzeczywistością.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Zapachy świtu.




Uwielbiam zapach kobiety z rana.

Mężczyzno, co takiego jest w nas rano, że ciągle gdzieś czytam czy słyszę to zdanie?



czwartek, 16 czerwca 2011

Za dobrze.



I tak dziwnie coraz zimniej, choć temperatura za oknem coraz wyższa.
Czuję, że poprzez czekanie na coś, co ma nie nadejść tracę sporą część siebie.
Mniej ochoty mam i sił na uśmiech, smutek szybko rozgościł się we mnie.

Coś tak słabo, niewyraźnie znów ciągnie mnie w dół, na dno które znam.
Staje się bez życia, pusta, bezbarwna, zamyślona ja. 
Za dobrze mi było, że znów musi być źle?


czwartek, 9 czerwca 2011

Wierzę w potwory spod łóżka.








- Natalio a ty się boisz ciemności?
- Nie. Boje się tylko wtedy, gdy moja lampka nocna gaśnie a ja mam do pokonania całe pięć stopni w drabince do mojego łóżka, gdzie mogę schować się pod kołdrę.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Dzieciaku, pieprz dorosłość, bądź sobą!

Byłam w piątek i niedzielę na Dniach Sosnowca, ilość dzieci - dosłownie dzieci, bo nawet młodszą młodzieżą ich nazwać nie można, która ubiera się wyzywająco, trzyma w ręku piwo i wygina swoją pupę w stronę mężczyzn, jest zbyt olbrzymia jak na moją głowę. Mam 19 lat i wciąż pragnę być dzieckiem, ba! mnie to się zwyczajnie udaje, bez zbędnych pozorów, masek, ról. Jestem sobą i niezmiernie mi z tym dobrze. Nie przeczę, jestem, staram się być odpowiedzialna i kiedy trzeba postępuję jak dorosły. Ale gesty, ruchy, sposób patrzenia, wrażliwość, ciekawość po prostu zostały mi z lat dziecięcych. Nie przeczę, że podczas oglądania horroru nie spuszczam nóg na ziemię, a później boję się ciemności. Potrafię ubrudzić pół twarzy i bluzkę jedząc lody. Trę oczy jak dzieci i często łapię się na wierceniu palcem w pępku, kiedy intensywnie nad czymś myślę. Wystawiam język, kiedy staram się by mi wyszło to, co w danej chwili robię, bądź tworzę. Jest wiele zachowań, które mi pozostały. Ale przede wszystkim chłonę świat intensywnie, z wszystkimi jego smakami, barwami, zapachami, zjawiskami, dźwiękami. I jest to jedno z lepszych rzeczy, których wielu z was już nigdy nie doświadczy.

Pamiętasz smak pierwszej kawy i alkoholu? Był ohydny i gorzki, ale mimo wszystko brnąłeś w to dalej, bo dodawało energii i zawracało w głowie. Wydawało Ci się, że stajesz się bardziej dorosły. A tak naprawdę byłeś jedynie dzieciakiem, który żałośnie wygląda wykrzywiając usta w niesmaku. Dlaczego tak bardzo pragniemy dorosnąć, gdy świat dorosłych poprzecinany jest kłopotami i zmartwieniami, nie ma w nim miejsca na beztroskę i dziecięce szaleństwo? Dorośnij, ale w swoim czasie, nie zatracając przy tym cząstki dziecka, tak bardzo potrzebnej w otaczającej nas szarości i materialności świata.

piątek, 3 czerwca 2011

Dziekuję!





[...] po raz pierwszy od wielu miesięcy ktoś patrzył na nią nie jak na przedmiot, nie jak na piękną kobietę, lecz w sposób nieuchwytny, jakby przenikał na wskroś jej duszę, jej strach, jej kruchość, jej niezdolność do walki ze światem, nad którym pozornie dominowała, choć tak naprawdę niczego o nim nie wiedziała.

niedziela, 29 maja 2011

Gdyby przestała istnieć Zyta kim byłabym...

Wiedz Miły, że jest nas dwie...
Tu na ziemi mamy wspólny dom
Jest nim ciało, które pieścisz co noc.

Kim jest Natalia?
Osobą, którą mało kto poznał. Natalia przy narodzinach opracowała chytrze w głowie plan by nie ujawniać się. Schowała się głęboko w swoim ciele i wciąż w nim trwa. Wypchnęła do rzeczywistości inną postać, która codziennie żyje obok niej, może za nią? Jest nią Zyta.

Kim jest Natalia? 
Zadawał ktoś z was kiedyś sobie to pytanie? Ja często.
Panna Natalka, jak zwykł mawiać co dzień na przywitanie pewien sąsiad doprowadzając ją tym do furii, jest małą, zagubioną dziewczynką. Dzieckiem błądzącym w ciemnościach, które na domiar złego, boi się świata bez światła. Jest nieśmiałością, niewinnością, wstydliwością, delikatnością, czułością, jest tak naprawdę kwintesencją kobiecości. Problem w tym, że ukrywa siebie i to kim jest, w swoim ciele, które stanowi swoistą tarczę, jest jak plastelina, można go wymodelować według swoich zachcianek. I ona to dawno temu zrobiła. Natalię zna mało osób, czasem przejawia się w słowach, gestach, zachowaniach, gdzie przez kilka sekund można ujrzeć ją całą w jej własnych oczach. Ktoś widział? Ja czasem w lustrze. Natalia jest tą, która zakłada sukienkę i pończochy, gdy wychodzi na miasto. Jest tą, która z namiętnością całuje Twoje usta. Tą, która chowa twarz w poduszkę, gdy szepczesz jej do ucha miłe słowa. Tą, której uśmiech otwiera tak wiele różnych furtek. Ujawnia się, wychodzi na światło dzienne wtedy gdy ma na to ochotę, wtedy gdy mało osób patrzy. Widziałeś, widziałaś kiedyś?

Spotykacie ja często, choć nie zdajecie sobie z tego sprawy.

poniedziałek, 2 maja 2011

103% samej siebie.



Jesteśmy wolnymi ludźmi.
---
Nie powiem, że mi zależy, bo wtedy uciekniesz.
---
Przyzwyczailiśmy się, trzeba temu stawić czoło. 
Nie możesz powiedzieć, że tak nie jest, bo jest. Stało się.


Najgorsze jest to, że zaczyna mi zależeć. Kiedy ci zależy, wszystko nagle się psuje. Kiedy zależy ci za bardzo, wtedy wszystko się kończy. Kurwa.!






Kiedyś nadejdzie taki dzień
Ja to wiem, pójdziemy za rękę, sami, daleko, wiem.

niedziela, 1 maja 2011

Hello, will you knock to my door?

Ostatnimi czasy sporo podróżuję. Kieszenie pękają wypełnione biletami, rachunkami, papierkami po batonikach i daniach, zwanych szybkimi. Lubię podróżować, choć pociągi mogą się znudzić, to warto czekać na dojazd do miejsca docelowego. Nie zawsze na peronie ktoś czeka, ale wiem, że niecierpliwe wyczekiwanie, nieskrywana radość, uścisk, wtulone ciepłe ciało do twojego, buziak w policzek to wystarczająca nagroda, warta godzin spędzonych w podróży.

Jednak.

Uświadomiłam sobie także, że to ja przyjeżdżam, to ja odwiedzam, to ja się spotykam, ja mieszkam u kogoś, przebywam z kimś, nie na odwrót. Kiedy ktokolwiek mnie odwiedził? Kiedy przyszedł/przyjechał/przyleciał/przypłynął/przybiegł niespodziewania na kawę, na rozmowę, na lody, na... mnie? Dlaczego tylko ja przychodzę/nachodzę/przyjeżdżam/przeszkadzam/burzę spokój/zostawiam zapach i odchodzę? Dlaczego?

sobota, 30 kwietnia 2011

nie ukrywam, że jest mi teraz wyjątkowo dobrze.



chociaż tak bardzo tęsknie za smakiem Jego ust i cudownym zapachem jasnej skóry, za blaskiem w tych niebiańskich oczach, tęsknie za wspólnymi nocami, bo lubię zasypiać w Jego ramionach, jak dziecko, które wie, że nie musi się bać świata i snów, bo ktoś silniejszy od niego, uchroni je przed wszelkim złem i niebezpieczeństwem.

lubię i tęsknie, ktoś mi zabroni?

czwartek, 28 kwietnia 2011

a co jeśli to ja, dźwigam sens, którego łakniesz?


wyobrażam sobie właśnie letni dzień, kuchnie i wpadające przez okno słońce, kosz pełen owoców na stole i ich sok spływający z podbródka, widzę uśmiechy i śmiejące się oczy. kolory i światło. ciepło i bliskość. wyobrażam sobie... choć przecież nie mam żadnych praw do tego, przecież nigdy niczego sobie nie obiecaliśmy, przecież nigdy nie byliśmy razem. oddychaj głupia dziewczyno!

środa, 27 kwietnia 2011

Nie jestem doskonała, ale doskonale sobie z tym radzę.





Bawię się proszę Pana, bawię się w dorosłą kobietę. Nauczyłam się już malować rzęsy brązowym tuszem i pociągać policzki różem. Ciągle się bawię w dorosłą kobietę, to tak jak mała dziewczynka zakłada za duże obcasy swojej mamy, na których nie może przejść metra, ale bardzo się stara. I ja bardzo się staram być dorosła, odpowiedzialna i silna. Cokolwiek by się nie stało, poradzę sobie sama. Umiem już wykorzystywać swoje atrybuty, umiem malować paznokcie na turkusowo. Mogę udawać, że jestem dorosła, chyba nikt się nie zorientuje.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

nie ma mnie tu, duch ciało opuścił.

Któregoś dnia rzucę to wszystko
i wyjdę rano niby po chleb,
wtedy na pewno poczuję się lepiej,
zostawię za sobą ten zafajdany świat.

Od dziecka słysząc te słowa, zastanawiałam się jak to będzie gdy i ja to uczynię. Stało się. Niespodziewanie, nieplanowanie, niepostrzeżenie. Nie było salw, nikt nie bił braw, nigdzie nie dzwoniły dzwony. Cisza.... ona temu towarzyszyła. Nikt nie zapytał gdzie jestem, po co jestem, dlaczego tutaj a nie tam i dlaczego tam a nie tutaj. Czy czuję się lepiej? Czy wolność naprawdę jest taka wspaniała? Robię co chcę, jestem gdzie mi się podoba, spędzam czas z tymi, na których mi zależy i na których mam ochotę. A jednak... ziarenko mądrości, dorosłości siedzi we mnie i co jakiś czas naciska dosadnie dając mi znak, że nie do końca wolność pozbawiona jest krat.

Napełnię olejem pustą głowę
i wrócę tam, na Aleję Pełną Róż.

Bo już wiem czym ona dla mnie jest. Teraz tylko czekam na swoją dawkę oleju, mam nadzieję, że ta ucieczka w fikcyjną krainę wolności napełni mi nim głowę.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Never say goodbye to me.



Mówił Jej:
- Mała, pożegnania są takie romantyczne, lecz życie Mała nie jest filmem, dlatego po prostu przytul mnie, szeptając do zobaczenia, bowiem Mała czyż nie pragniesz zobaczyć mnie jeszcze raz? Nie wstydź się tego. Chodź Mała spać.

piątek, 22 kwietnia 2011

A może zacznę pisać felietony?


Gaszę pragnienie sokiem grejpfrutowym, którego gorzki smak uwielbiam od dzieciństwa. Przy czym sama sobie zadaję pytanie, czy suchość gardła i warg spowodowana jest wysiłkiem włożonym w bieg w twe ramiona czy to tęsknota za ciepłem twego ciała i ust? Nie wiem. Pijąc sok prosto z kartonu czuję się wyzwoloną kobietą. Może ty nazwiesz to feminizmem - niewyszukane gesty, niechlujne ruchy, brak delikatności i niewinności w ułożeniu dłoni na pudełku. Ale to przecież cała ja. Wystarczy cień dziecięcego zachwytu nad wskakującą wiewiórka na drzewo, a moja bluzkę pokrywa plama od kapiących lodów trzymanych w dłoni. Zetrę ją z lekkością palcem i nieprzejmując się zbytnio, pójdę spacerować dalej. Przecież plamy nie powinny psuć dnia, nie powinny decydować o szybkim biegu do domu, celem pozbycia się ich w pralce. Czyż nie upamiętniają tego co właśnie nas spotkało? Plamy też mają swoją własną historię. O tym nie wolno zapominać.
Plamy to ja. Ja to niepoukładane sprawy, kosmate myśli i rozbrajający uśmiech dziecka. Ja to chaos, spontaniczność i radość. Czy nie tak chciałeś bym o sobie mówiła i myślała? Dlaczego więc gdy tańczę na ulicy do muzyki, która tylko ja słyszę, krzyczysz na mnie i odchodzisz, jakbyś się wstydził? Dlaczego śmiejesz się z moich pobudek czy zasypiających oczu? Dlaczego boisz się zrobić coś zwyczajnie dziecinnego wśród zwyczajnie dorosłych ludzi? Dlaczego obawiasz się być sobą, takim jakim naprawdę chciałbyś być?

środa, 20 kwietnia 2011

A Ty wiesz, że ja wywołuję poważne skutki uboczne?


lody, gofry z bitą śmietaną, pizza i makarony, jajka z majonezem, frytki i parówki z musztardą.
mają masę kalorii.

książki w empiku, filmy w kinie i na laptopie, gazety czytane wspólnie, co 5 minutowe sprawdzanie kont na fb.
pochłania mnóstwo czasu.

kupowanie spodni i butów, przymierzanie płaszczy i trampek, przemierzanie sklepów wzdłuż i wszerz.
powoduje wydawanie sporej ilości gotówki.



ile 
kalorii 
czasu 
pieniędzy 
kosztuje 
uśmiech
wspaniale 
spędzony
miesiąc?

wtorek, 19 kwietnia 2011

Senne rozmowy.

- Bije od ciebie i piękno, i talent.
- Talent? - zapytałam.
- Owszem. Myślisz, że ja - starsza kobieta potrafiłabym rozmawiać tak bez przeszkód z każdym jak czynię to z tobą? Mylisz się. Podoba mi się inteligencja bijąca z twoich oczu... - ciągnęła, ale już słyszałam jej słowa jak za mgłą. Skupiając swój umysł do wysiłku o 4.30 nad ranem w pociągu mknącym przez ciemność w dal.
- ... i ta twoja uroda. Piękna jesteś nawet teraz, obudzona w środku nocy, potargana i zaspana. Pewnie wianuszek mężczyzn nie opuszcza cię nawet na krok, ale ty wybierzesz i tak tego niedostępnego...
- Nie. - przerwałam chłodno. - Samotność.
- Podnieś głowę, spójrz mi w oczy i powiedz to jeszcze raz.
- Sam...o... - z niewiadomych przyczyn słowo ugrzęzło w gardle. - Samotn... Dlaczego? - wyjęknęłam patrząc jej w oczy.
- Bo mądrością życiową jest wzajemne zmagania się z codziennością. - wytłumaczyła, a w jej oczach dostrzegłam cień dawnego blasku, uśmiechnęłam się radośnie.
- Była pani...
- ... tak, byłam tobą, taka jak ty. I nie żałuję dzisiejszej samotności za cenę tamtej wzajemności. Ktoś musi w końcu zostać sam.
- Zaryzykuję. - powiedziałam ściskając jej dłonie na rozstanie. Po chwili zza okna uśmiechała się, widząc wtulającą się we mnie  matkę. Nie pomachała, była przyszłą mną, ja nie macham, ja się nie żegnam.

sobota, 9 kwietnia 2011

na trzeźwo.

A co jeśli wszystko co robię, wszystkie decyzję jakie podejmuję, to jedna wielka fikcja? A co jeśli naprawdę porzuciłam wszystko co miałam i ruszyłam w dziwną przygodę w nieznane? A co jeśli obudzę się z ręką w nocniku, zalana łzami, że uciekłam nie tam gdzie powinnam? A co jeśli faktycznie moje 19 lat to zbyt późno by zacząć na nowo? Co wtedy? 







bo ja nie wiem.

sobota, 2 kwietnia 2011

nie pytaj.



równe 15 marcowych dni spędzonych w jednym mieście. nie licząc nowych kwietniowych.
2 koncerty.
niezliczona ilość śmiechu - przecież niezwykle potrzebnego.
uśmiech - brzydki, ale nadający dniu trochę koloru.
ciepło, rozmowa, spacer, herbata i (hekto)litry zjedzonych lodów.
zgubiłam się. i o dziwo tutaj odnajduję, choć myśli nie uciekają.
dziękuję.


poniedziałek, 28 marca 2011

odpuść sobie to?

Każdy z nas tutaj obecnych wybrał drogę o jakiej śnił od dawna. Siedzi w niej teraz po uszy, choć sens jej gubi dzień po dniu. Nasze wyobrażenia, pragnienia, marzenia ziściły się i okazuje się, że nie o to nam tak naprawdę chodziło. Drogi, które tyle razy w dzieciństwie przechodziliśmy w myślach, palcem po mapach, wyobrażeniach, fotografiach, filmach, książkach okazują się zupełnie obce. Ścieżki, które znaliśmy doskonale, w których nie mieliśmy się nigdy zgubić, okazują się labiryntem, być może bez wyjścia.
Pozostaje pytanie moi drodzy.


Czy nie jesteśmy zbyt młodzi by zaczynać życie na nowo?
 


sobota, 26 marca 2011

Otwarte okno kusi cię wiosną.

I choć tytuł to cytat z Zamknij wszystkie drzwi Variété, to notka będzie o Grabażu. Swoją drogą coraz mniej ostatnio mam czasu na czytanie książek innych niż medyczne, jednak staram się to robić w podróży, których przecież nie jest tak mało. Ot choćby codzienna droga szkoła - dom. Da się czytać wszędzie i wszystko. Uwierzcie mi na słowo. Tą sztukę trenuję z zapałem już wiele, wiele lat i wychodzi mi bardzo dobrze. A skoro już nawet w 3 godzinnej podróży potrafię na stojąco robić notatki, jestem więc pro master.
Ale wracając do meritum tematu. Dostałam - w końcu ;) - do swych łapek autobiografię Grabaża - postaci, którą chyba wszyscy znają, nawet Ci nie bardzo interesujący się muzyką. (tu szczególne podziękowania słać będę do Pana L., który choć nie płacze na Królu Lwie, to pożycza ciekawe tytuły ;) [dygresja - teraz to już pewnie nie, ale to się okaże]
Sama książka wypada całkiem nieźle, czyta się lekko. Nie męczy. Kilka autobiografii mam za sobą, sporo książek o muzykach także, i wiem, że przez niektóre nie potrafię do dziś przebrnąć, choć staram się z całych sił. Ot choćby Miłość i śmierć Morderstwo Kurta Cobaina, którą to czytam bodaj od 2 lat i nadal nie skończyłam, a bardzo bym chciała, naprawdę! Co do AUTO - BIO - GRABAŻA, nie napiszę, że jest super zajebista, bo nie jest. Jednak gdy ktoś choć w minimalnej dawce interesuję się polską muzyką i jej rozwojem na przełomie lat, warto wsadzić w nią nos i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, które, no cóż, moje pokolenie nie przeżyło i niestety! nie przeżyje.
Zaczęłam ją czytać w pociągu, już przy wyciąganiu usłyszałam świst Czaplaya (tego z Eneja ;) i słowa łojezu co to za księga?!, owszem, książka liczy nieco ponad 550 str., ale czy warto się zniechęcać rozmiarem nie znając treści? Nigdy w życiu!
Jeżeli chcecie się dowiedzieć nieco o genezie piosenek, ich znaczeń oraz historii powstania, to książka pozwala wam na to w 100%. Grabaż rozbiera na części pierwsze swoje utwory, odsłania siebie, swoją historię i przeszłość, często nie kolorową. Nie boi przyznać się do błędu czy porażki. Co bardzo cenię w tej książce. Odkrywamy człowieka, który nie jest jedynie wokalistą i tekściarzem, ale i tysiącem innych postaci, jak kompozytor muzyki, menager, dźwiękowiec, techniczny a nawet kierowca :) Pokazane jest omijanie pewnych rzeczy w owych czasach, opisane jak łatwo stać się antyfanem każdego zespołu nie tylko PP i SNL. Ukazuje także Krzysztofa jako osobę z nieziemską wyobraźnią i sposobem patrzenia na świat oraz przedmioty otaczające nas dookoła, jak również człowieka, który z fanami był za pan brat, dopóki ci nie kopnęli go zbyt mocno w tyłek. Czego zresztą nie rozumiem do końca, bo zespół nie jest dla mnie skomercjalizowany. Ale cóż, różne typy chodzą po ziemi. Dowiadujemy się także o jednej ciekawej rzeczy - Grabaż znudził się noszeniem cylindra, przepraszam sza-po-kla-ka!, który bądź co bądź charakteryzuję grupę ;)
No i przede wszystkim, dobrze mówi o LAO CHE i samym Spiętym. ;) Więc równy z niego GOŚCIU!
Jeżeli ktoś ma ochotę przeżyć przygodę po ćwierćwieczu muzyki z punktu widzenia jednego człowieka - sięgajcie śmiało po książkę. Nie zawiedziecie się.

Swoją drogą, chciałam pojechać na ten ostatni koncert PIDŻAMY na Jarocinie 2011, ale... unikam komerchy jak się da, dlatego wybaczam sobie nie pojawienie się tam. Czego o dziwo! nie żałuję. (nie PP komercha, a Jarocin komercha - dla tych mniej kumających)



Zapomnij, zapomnij, zapomnij...
(skoro się zaczęło trzeba także i skończyć)

poniedziałek, 21 marca 2011

Lubię słyszeć śmiech...



My się znamy, się widujemy, co rano zęby szczotkujemy
ubieramy się podobnie, te same gacie, te same spodnie
(...)
gdy patrzysz na mnie w oczach masz kurwiki
(...)
nawet gdy stajesz przede mną i plujesz,
to i tak mi leżysz, i tak mi pasujesz,
nawet gdy plujesz, to mi pasujesz!





Jak bardzo mnie śmieszy ile w tej piosence jest ostatnio zwykłej, codziennej prawdy.
Nie, nie. Ty nie próbuj zrozumieć, zwyczajnie Ci się nie uda.

pociagi donikąd i nikogo.





Potrzebujemy ludzi normalnych, by w swej nienormalności odnaleźć się w codzienności. Potrzebujemy tych zwykłych, by mieć gdzie wrócić, gdy ucieczka dobiegnie końca. Cała ta społeczność w której teraz żyję to nie mój świat, ale świat który powszechnie uważany jest za najlepszy. Więc trwam w nim, czasem na przekór siebie, jedynie co jakiś czas przez dziurę w płocie biegnę w moją rzeczywistość. Ostatnio zbyt często. Ale dziękuję panie T. za to, że w tym  moim włóczęgostwie, po prostu mogę być sobą. To dużo dla mnie znaczy.

czwartek, 17 marca 2011

o boże, proszę Pana, jak ja pana kochałam!

byłeś dla mnie czystym powietrzem. górskim pejzażem w jesienną depresję. promykiem słońca w zimowy dzień.
byłeś nieodkrytą tajemnicą. codziennym zaskoczeniem. poranną kawą na dobry dzień.
byłeś uśmiechem dziecka. szumem lasu. śpiewem ptaków. zachodem słońca nad morzem.
byłeś ulubionym smakiem lodów. wytwornym winem do kolacji, przytulną pierzyną w chłodne dni.
byłeś mną i sobą jednocześnie. wszystkim co kochałam.
a dziś kim jesteś?


niczem.
a teraz dobranoc.

środa, 16 marca 2011

nie było!








Jestem ciekawa czy gdyby mnie nagle zabrakło na owym świecie, ktoś szczerze pomyślałby o mnie bo to naprawdę dobre dziecko było, a na pogrzeb nie przyszedłby kordon starych, nieznanych nikomu ludzi.