poniedziałek, 28 marca 2011

odpuść sobie to?

Każdy z nas tutaj obecnych wybrał drogę o jakiej śnił od dawna. Siedzi w niej teraz po uszy, choć sens jej gubi dzień po dniu. Nasze wyobrażenia, pragnienia, marzenia ziściły się i okazuje się, że nie o to nam tak naprawdę chodziło. Drogi, które tyle razy w dzieciństwie przechodziliśmy w myślach, palcem po mapach, wyobrażeniach, fotografiach, filmach, książkach okazują się zupełnie obce. Ścieżki, które znaliśmy doskonale, w których nie mieliśmy się nigdy zgubić, okazują się labiryntem, być może bez wyjścia.
Pozostaje pytanie moi drodzy.


Czy nie jesteśmy zbyt młodzi by zaczynać życie na nowo?
 


sobota, 26 marca 2011

Otwarte okno kusi cię wiosną.

I choć tytuł to cytat z Zamknij wszystkie drzwi Variété, to notka będzie o Grabażu. Swoją drogą coraz mniej ostatnio mam czasu na czytanie książek innych niż medyczne, jednak staram się to robić w podróży, których przecież nie jest tak mało. Ot choćby codzienna droga szkoła - dom. Da się czytać wszędzie i wszystko. Uwierzcie mi na słowo. Tą sztukę trenuję z zapałem już wiele, wiele lat i wychodzi mi bardzo dobrze. A skoro już nawet w 3 godzinnej podróży potrafię na stojąco robić notatki, jestem więc pro master.
Ale wracając do meritum tematu. Dostałam - w końcu ;) - do swych łapek autobiografię Grabaża - postaci, którą chyba wszyscy znają, nawet Ci nie bardzo interesujący się muzyką. (tu szczególne podziękowania słać będę do Pana L., który choć nie płacze na Królu Lwie, to pożycza ciekawe tytuły ;) [dygresja - teraz to już pewnie nie, ale to się okaże]
Sama książka wypada całkiem nieźle, czyta się lekko. Nie męczy. Kilka autobiografii mam za sobą, sporo książek o muzykach także, i wiem, że przez niektóre nie potrafię do dziś przebrnąć, choć staram się z całych sił. Ot choćby Miłość i śmierć Morderstwo Kurta Cobaina, którą to czytam bodaj od 2 lat i nadal nie skończyłam, a bardzo bym chciała, naprawdę! Co do AUTO - BIO - GRABAŻA, nie napiszę, że jest super zajebista, bo nie jest. Jednak gdy ktoś choć w minimalnej dawce interesuję się polską muzyką i jej rozwojem na przełomie lat, warto wsadzić w nią nos i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, które, no cóż, moje pokolenie nie przeżyło i niestety! nie przeżyje.
Zaczęłam ją czytać w pociągu, już przy wyciąganiu usłyszałam świst Czaplaya (tego z Eneja ;) i słowa łojezu co to za księga?!, owszem, książka liczy nieco ponad 550 str., ale czy warto się zniechęcać rozmiarem nie znając treści? Nigdy w życiu!
Jeżeli chcecie się dowiedzieć nieco o genezie piosenek, ich znaczeń oraz historii powstania, to książka pozwala wam na to w 100%. Grabaż rozbiera na części pierwsze swoje utwory, odsłania siebie, swoją historię i przeszłość, często nie kolorową. Nie boi przyznać się do błędu czy porażki. Co bardzo cenię w tej książce. Odkrywamy człowieka, który nie jest jedynie wokalistą i tekściarzem, ale i tysiącem innych postaci, jak kompozytor muzyki, menager, dźwiękowiec, techniczny a nawet kierowca :) Pokazane jest omijanie pewnych rzeczy w owych czasach, opisane jak łatwo stać się antyfanem każdego zespołu nie tylko PP i SNL. Ukazuje także Krzysztofa jako osobę z nieziemską wyobraźnią i sposobem patrzenia na świat oraz przedmioty otaczające nas dookoła, jak również człowieka, który z fanami był za pan brat, dopóki ci nie kopnęli go zbyt mocno w tyłek. Czego zresztą nie rozumiem do końca, bo zespół nie jest dla mnie skomercjalizowany. Ale cóż, różne typy chodzą po ziemi. Dowiadujemy się także o jednej ciekawej rzeczy - Grabaż znudził się noszeniem cylindra, przepraszam sza-po-kla-ka!, który bądź co bądź charakteryzuję grupę ;)
No i przede wszystkim, dobrze mówi o LAO CHE i samym Spiętym. ;) Więc równy z niego GOŚCIU!
Jeżeli ktoś ma ochotę przeżyć przygodę po ćwierćwieczu muzyki z punktu widzenia jednego człowieka - sięgajcie śmiało po książkę. Nie zawiedziecie się.

Swoją drogą, chciałam pojechać na ten ostatni koncert PIDŻAMY na Jarocinie 2011, ale... unikam komerchy jak się da, dlatego wybaczam sobie nie pojawienie się tam. Czego o dziwo! nie żałuję. (nie PP komercha, a Jarocin komercha - dla tych mniej kumających)



Zapomnij, zapomnij, zapomnij...
(skoro się zaczęło trzeba także i skończyć)

poniedziałek, 21 marca 2011

Lubię słyszeć śmiech...



My się znamy, się widujemy, co rano zęby szczotkujemy
ubieramy się podobnie, te same gacie, te same spodnie
(...)
gdy patrzysz na mnie w oczach masz kurwiki
(...)
nawet gdy stajesz przede mną i plujesz,
to i tak mi leżysz, i tak mi pasujesz,
nawet gdy plujesz, to mi pasujesz!





Jak bardzo mnie śmieszy ile w tej piosence jest ostatnio zwykłej, codziennej prawdy.
Nie, nie. Ty nie próbuj zrozumieć, zwyczajnie Ci się nie uda.

pociagi donikąd i nikogo.





Potrzebujemy ludzi normalnych, by w swej nienormalności odnaleźć się w codzienności. Potrzebujemy tych zwykłych, by mieć gdzie wrócić, gdy ucieczka dobiegnie końca. Cała ta społeczność w której teraz żyję to nie mój świat, ale świat który powszechnie uważany jest za najlepszy. Więc trwam w nim, czasem na przekór siebie, jedynie co jakiś czas przez dziurę w płocie biegnę w moją rzeczywistość. Ostatnio zbyt często. Ale dziękuję panie T. za to, że w tym  moim włóczęgostwie, po prostu mogę być sobą. To dużo dla mnie znaczy.

czwartek, 17 marca 2011

o boże, proszę Pana, jak ja pana kochałam!

byłeś dla mnie czystym powietrzem. górskim pejzażem w jesienną depresję. promykiem słońca w zimowy dzień.
byłeś nieodkrytą tajemnicą. codziennym zaskoczeniem. poranną kawą na dobry dzień.
byłeś uśmiechem dziecka. szumem lasu. śpiewem ptaków. zachodem słońca nad morzem.
byłeś ulubionym smakiem lodów. wytwornym winem do kolacji, przytulną pierzyną w chłodne dni.
byłeś mną i sobą jednocześnie. wszystkim co kochałam.
a dziś kim jesteś?


niczem.
a teraz dobranoc.

środa, 16 marca 2011

nie było!








Jestem ciekawa czy gdyby mnie nagle zabrakło na owym świecie, ktoś szczerze pomyślałby o mnie bo to naprawdę dobre dziecko było, a na pogrzeb nie przyszedłby kordon starych, nieznanych nikomu ludzi. 

wtorek, 15 marca 2011

zbyt mocno czuję.




zapach lateksu nawet po dezynfekcji rąk kręci w nosie
chyba poznaje swoje nowe perfumy
TYLKO
kto na nie z płci przeciwnej poleci?






poniedziałek, 14 marca 2011

życiówka.









dwudniowa męska broda bez kremu powoduje suche policzki.











zawsze musisz rozumieć sens słów?

Twoja rzeczywistość.

Czy chodziliście kiedyś po ziemi, po trawie bez butów?
Czy łapaliście deszcz w gołe ręce?
Czy wciągaliście tak głęboko świeże powietrze, że aż was bolały płuca?
Czy modliliście się, żeby burza przeszła obok was nie robiąc wam krzywdy?
Czy tuliliście brzozę, prosząc o więcej sił?
Czy gubiąc drogę pośród gęstego listowia odnaleźliście siebie?

A żyliście kiedyś?

środa, 9 marca 2011

Tańcz Mała, w tańcu możesz być sobą.


Jesteśmy dziećmi ciągle goniącymi za nieznanym. Ubieramy się w drogich sieciówkach, wyglądając bezmyślnie - tak samo. Jemy w szybkich barach, a później katujemy się głodówkami. Wyrzekamy się swej wiary w celebrytów oglądanych w telewizji, a oddalibyśmy wiele, by nimi się stać. Z pogardą patrzymy na ludzi nie trendy, jakby byli trędowaci, a to my chorujemy na to samo. Jesteśmy żywą reklamą wspaniałej młodzieży wykreowanej przez media, przed którą przecież uciekaliśmy. Czujemy się sobą, jednak jesteśmy kimś zupełnie innym.


Zapytasz ile w tym prawdy o mnie? Gdzieś ona w owych słowach się czai. Zastanów się jednak ile w tym racji o Tobie.



I dopiero wśród kurzu, i słońca oczyszczamy siebie. Wśród wody i muzyki zapominamy co się liczyło na co dzień. Dopiero brudni i szczęśliwi przypominamy sobie, że nie warto kręcić się razem ze światem, że obracanie się w przeciwną stronę jest o wiele bardziej fascynujące.

Woodstocku wróć...

wtorek, 8 marca 2011

Krzyczę.




Gdy się od czegoś nagle ucieka, bardzo trudno później wrócić. Tym trudniej dla mnie, bowiem zakosztowana wolność miała smak, którego pożądam. Siedzę teraz na rozdrożu. Wrócić i albo się męczyć, albo znów na nowo przystosować, czy uciec i żyć bez planów na jutro.




Byłoby łatwiej, gdyby moja pieprzona głowa nie wypluwała miliona myśli na sekundę. Byłoby łatwiej, gdybym sama sobie nie była problemem. Byłoby łatwiej, gdybym nie była...