sobota, 26 lutego 2011

Zapach pomarańczy.

Wczoraj jadąc autobusem urealniła się moja dawna opowieść zrodzona w głowie. Nie w 100%, chłopiec uśmiechał się, ale nie rozdzielał kawałków, zapytał tylko, spoglądając żywymi oczami na mnie, czy bym się poczęstowała. Zapewne to dlatego, iż patrzyłam od początku na niego jak zaczarowana, gdy usiadł obok. Ale posłuchajcie:


Pamiętała wspaniały zapach pomarańczy, unoszący się w przedziale. Nieśmiały uśmiech chłopaka, który obierał je wolno, dostojnie, jakby były czymś świętym. Jego oczy drgały lekko, gdy przykładał skórkę do nosa, wciągając intensywną woń owocu. Wyglądał na biednego, ubranie nosiło wiele zacerowanych dziur, gdzieniegdzie postrzępione. Widać było w ruchach twarzy, że był głodny. Miał ze sobą tylko kilka pomarańczy, które miały go nasycić. Jednak niewiele myśląc, rozdzielił swoje dary pośród ludzi siedzących obok. Mała dziewczynka w rudych lokach, o piegowatej twarzyczce dziękowała najpiękniej, swoim dziecięcym śmiechem. Chłopakowi nie zostało nic, prócz zapachu skórek i pustego żołądka. Jednak nigdy nie widziała nikogo tak szczęśliwego i spełnionego. Nigdy nikt, nie uśmiechał się do niej tak serdecznie, jak ten obdarty chłopiec o zapachu słonecznego lata. I już nigdy nie smakowała tak wspaniałych owoców. 


ostatnio nie pojawiają się w mej głowie obrazy i filmy, które mogę przelać na papier. tak strasznie za tym tęsknie.

piątek, 18 lutego 2011

[Sic!]

Zauważyłam, że na tym blogu pojawia się wiele z filmu Into the Wild. Czyżby nabrał dla mnie aż takiego znaczenia? Czyżbym tak bardzo się z nim utożsamiała? Czyżbym aż tak bardzo pragnęła stąd uciec?

Tak za pierwszym. Tak za drugim. Tak za trzecim. Sprzedane!

Miało być pięknie, miałam być szczęśliwa, miałam patrzeć w jasną przyszłość. Robię co chciałam, uczę się tego czego chciałam, przyszłość ma być taka o jakiej marzyłam od dziecka i...
no właśnie. I okazuje się, że świat, który sobie wymarzyłam nie jest moim światem? To w co tak usilnie wierzyłam, to do czego dążyłam, to czego pragnęłam, nie jest tym co chcę mieć?

Nie wiem co dalej, przecież jeszcze niedawno nie było, nie miało prawa istnieć nic, prócz tego co mam teraz... a okazuje się, że nie mam nic.


A przecież nie spakuje plecaka i nie podbije samotnie świata, bo... nie mam na to wystarczającej odwagi.
Dżizys kurwa, ja pierdole!

czwartek, 17 lutego 2011

o sobie.

dowiedziałam się:
* o zbyt niskiej samoocenie (o której wiem od lat)
* o tym, że gdy choć coś wygląda źle i strasznie, po wytłumaczeniu tego jesteśmy w stanie to w jakiś sposób zrozumieć (choć chyba tak naprawdę bardziej zaakceptować, że zaistniało)
* że odbieram wszystko zbyt personalnie (wychodzi na to, że nie znam się na żartach)
* że znajomość liczy się w liczbie wypowiedzianych słów, a nie długości czasu (może zacznę pisać Ci jedno słowo kilka tysięcy razy dziennie, to nasza znajomość znów będzie lepsza?)
* że nie jestem sama w nielubieniu swojego imienia (drugiego, ale czy to ważne?)
* ponadto, iż jedna osoba, może mieć tysiące określeń, o których nie ma pojęcia, a które potrafią wymyślić dwie osoby w ciągu trzech dni (drogi w jednym busie przez wiele kilometrów)


może dla Ciebie nie dowiedziałam się zbyt wiele. ale dla siebie wiem aż za dużo.

piątek, 11 lutego 2011

biegnij.




Czasami jedyne co możesz zrobić, 
to biec przed siebie, mając nadzieję, 
że przeznaczenie cię nie dogoni. 




A biega naprawdę szybko. To taka moja dzisiejsza myśl wysnuta podczas biegania. Zaczęłam w jakiś tam sposób trenować, motywować się. Zobaczymy jakie przyniesie to skutki. Może ucieknę przed tym co ma nadejść. Zaczęłam trzeci tydzień. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Choć oczywiście upływającego czasu nie przegonię...

środa, 9 lutego 2011

zaczęły irytować mnie pary całujące się na środku pieprzonego chodnika.





Opowiedz 
                    mi 
                                czym 
                                                jest 
                                                                       miłość...









... ja powiem, czym jest cierpienie.

wtorek, 8 lutego 2011

Ja chcę być jeziorem, morzem lub oceanem nawet.

Zawsze coś go gnało naprzód, zawsze pociągała go przygoda.
Kiedy miał cztery lata, wyszedł z domu o trzeciej w nocy i przeszedł sześć przecznic.
Odnalazł się w kuchni u sąsiadów, stał na krześle i zaglądał do szuflady z cukierkami.
Szuflada, którą teraz otwiera, też na pewno kryje w sobie słodkości.

Uciekam.
Od ludzi, od świata, od siebie, od swojego życia. 
Dlaczego?
Inaczej nie potrafię. Muszę podróżować, nie zasiedzieć się zbyt długo, bo to męczy, to niszczy. Nie mogę stać w miejscu, nie mogę skostnieć. Boję się przyzwyczajenia, rutyny. Dnia, w którym dotrze do mnie, że nie ma dalej drogi, że horyzont się kończy, że czas stanąć w miejscu i żyć. Boję się tego dnia, bo w tym dniu stracę swoją autentyczność, swoją radość, szczerość, swoje życie. Nie chcę i nie umiem funkcjonować bez nowych smaków, zapachów, doznań, wrażeń. Bez adrenaliny pływającej we krwi, bez wysiłku, bez nowości, bez obcych ludzi, bez wolności. A wolność, ta prawdziwa, ta jedyna dla mnie - to droga. Przed siebie, wciąż przed siebie. Chcę chłonąć świat, poznawać, wciąż dziwić się mu i ciekawić.
Gdybym tylko mogła, spakowałabym plecak i wyruszyła przed siebie. Ale nie jestem na to gotowa. Od dziecka mama powtarza mi, że nie da się tak żyć. A ja po dziś dzień, nie potrafię jej w to uwierzyć. Oglądaliście Into the Wild? Alex SuperTramp dążył do Alaski, i choć zginął w swoich własnych pragnieniach osiągnął to co chciał. Ja także tego pragnę, spełnienie za utratę życia, nie jest wielką ceną. Nie dla mnie.



Marzę by któregoś dnia odważyć się tak jak on wyruszyć i znaleźć swoją... Alaskę.

czwartek, 3 lutego 2011

Może o Tobie te słowa.

Jestem 1% w świecie. 
Czy to czyni mnie oryginalną? 
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
 .
  .
    .
     .
    .
  .
.
.
   .
         .
             .
              .
                .
                 .
                   .
                   . 
                  .
                  .
                  .
                  .
             .
            .
            .
                Zwłaszcza gdy wokoło tyle kopii   ..................

wtorek, 1 lutego 2011

Boję się zapomnienia.

Nie musimy być razem, abym czasem o Nim pomyślała. Może On, mam nadzieję, gdzieś tam także miewa takie chwile. Nie uważam aby były słabościami. Myślę nawet, że to dojrzałe. Przecież kiedyś był tak bardzo ukochanym człowiekiem. A o takie osoby się troszczy i dba. Nawet gdy już są mniej bliskie. Lecz gdy moje myśli krążą wokół Niego pojawia się strach. Boję się, boję się bardzo dnia, gdy o mnie zapomni całkowicie. Gdy obudzi się rano i nie pomyśli o mnie choć przez chwilę w ciągu dnia. Gdy robienie spaghetti czy pizzy z masą czosnku nie wyzwoli w Nim miłych wspomnień. A zapach moich perfum na obcej osobie, gdzieś na ulicy nie przywoła mojego obrazu. Tak bardzo boję się, że nasza cudowna, stara ławka w parku będzie dla Niego już tylko ławką, a uwielbiane przez Nas krówki tylko krówkami. Boję się i nic na to nie poradzę...


 

Have no fear
For when I'm alone
I'll be better off than I was before


mam nadzieję, że te słowa niedługo zaczną mieć rzeczywiste znaczenie w moim życiu.