poniedziałek, 26 grudnia 2011

sobota, 24 grudnia 2011

❅❅♥ winter ♥❅❅


Kocham zimę i jeżeli kiedykolwiek powiedziałam inaczej to mróz zamroził mi umysł. Uwielbiam zakładać płaszcze, ciepłe buty i wełniane rajstopy, wielkie czapki i rękawiczki rozgrzewające dłonie. Wchodząc zmarznięta do domu, czując buchające ciepło z czterech ścian i ze szklanki herbaty grzejącej skostniałe palce dziękuje, że mam ten azyl, w którym nie słyszę świszczenia wiatru. Kocham zimę i jeżeli kiedykolwiek popełniłam zdradę wykrzykując na nią złe hasła, to tylko dlatego, że moje ciało drżało przeraźliwie z zimna i domagało się ogrzania. Kocham zimę, chłód wpadający głęboko w nozdrza i płuca, aż czuć jego świeżość, skrzypienie śniegu pod nogami, tupanie ludzi na przystanku z powodu mrozu, który szczypie w uszy i nos. Może jestem dziwna, bo chociaż jestem strasznym zmarźluchem i trzęsę się jak osika, to kocham zimę.

piątek, 23 grudnia 2011

merry very | very merry | bad christmas

Wyjechałam w chwili gdy pierwsze płatki śniegu spadały mi na zmarznięty nos w ciemnej stolicy naszego kraju i cholernie się z tego faktu cieszę. Nie czuję tych świąt, magii i nie chodzi o to, że jestem na obczyźnie, w kraju kminku i knedli. Ludzie zapomnieli o co w tym wszystkim chodzi i zatopili się w konsumpcyjnym świecie najdroższych prezentów, sztucznej choinki i świecących reniferów. Kto jeszcze pamięta, że nie chodzi o mikołaja i nażarcie się, a o świętowanie narodzenia Jezusa? Kto w to jeszcze wierzy? Ja chcę wierzyć w jedno, że jest ktoś taki na świecie, kto jeszcze kiedyś pokaże mi jak wyglądają i pachną te prawdziwe święta...

środa, 21 grudnia 2011

truskawkowe majtki.





Patrząc na Ciebie i żegnając się z Tobą wczorajszego wieczoru, miałam takie cholerne, nieodparte wrażenie, że to ostatni raz kiedy się widzimy, że już nie wrócę...





Może i czarne scenariusze to moja specjalność. Ale tym razem się boję.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

szczelnie zamknięte okna.



proszę nie dać się zwieść mojemu młodzieńczemu wyglądowi. Prawdziwy wiek przejawia się w czynach.

sobota, 10 grudnia 2011

miss me

Czekam.
Być może na te kilka wieczorów z Tobą, być może na to, by podjąć pewne decyzje, być może na to, by powiedzieć Ci co we mnie siedzi, a czego boję się powiedzieć samej sobie, być może na lepszy obrót spraw, być może na ciepło Twych dłoni, być może czekam na coś, co pojawić się nie ma zamiaru, nigdy. Ale w tym zimowym już czekaniu jest coś, za czym tęskniłam. Czasem puszczam wieczorem smętna muzykę, siadam na parapecie w wełnianych skarpetkach z kubkiem herbaty i patrzę przez okno. W lato zawsze otwieram to okno i wystawiam nogi, ludzie dziwnie wtedy spoglądają. Ale cóż mi po ludziach, skoro to nie na ich wzrok czekam, a na Twój. Ostatnio sprawiłeś, że dostałam palpitacji serca, prawie wyskoczyło mi z gardła, bałam się. Bałam się, bo wiedziałam, że te słowa, które być może mi powiesz to moja wina. Tak bardzo nie chciałam ich usłyszeć, tylko na nie nie czekam, z całokształtu Ciebie. I zyskałam pewność, na to też czekałam. Czekałam na Ciebie...

niedziela, 4 grudnia 2011

Witaj Boże.

Ile to my ze sobą nie rozmawialiśmy?
Długo.
Czy mam Ci coś do powiedzenia? Chyba tak. Może nie? Bo czy tak naprawdę interesuje Cię to, że się zgubiłam? Czy nie masz takich osób na pęczki? Małe, nic nie znaczące duszyczki, którym się nie udało, i w swej słabości postanowiły skończyć to co podobno Ty zacząłeś. Byłam jedną z nich. I tak, to właśnie wtedy, kiedy było źle, nie zwróciłam się do Ciebie, bo wolałam sobie poradzić sama.
Zosia - Samosia. Samosia - Zosia sia sia sia lalala.
Teraz piszę. Piszę teraz Boże.
Czytasz?
To dobrze.


Ludzie radzą sobie sami, budują co zniszczyłeś.
Rozumiesz? Dają radę bez Ciebie.
Żegnam.