Czy można dorosnąć do wybaczenia? Przebaczyć komuś, kto nie zawiódł nas raz, ale rozczarowywał nas dzień po dniu, bez urlopu, przez dwadzieścia dwa lata? Słów, brakuje słów, nie mamy też historii. Ile trzeba mieć w sobie siły, ile determinacji, a ile miłości, zwykłej ludzkiej, do człowieka, by po prostu odpuścić? Krew, to tylko krew, łańcuch więzi w płynie. Czy bliskość umysłowa, jedno ciało zrodzone z drugiego, wewnętrzna relacja, ułatwia czy pogarsza sprawę? Czy po prostu trzeba mieć chęci, nie jest to podstawa do odpuszczenia? Chcieć, po prostu chcieć, a sprawy potoczą się dalej swoim tempem. Nikt z nas zobojętnienia nie powstrzymał na czas. Teraz, to wszystko nie ma już znaczenia dla nas. Każdy dzień będzie taki sam, lata będą lecieć, a ty nadal będziesz dla mnie obcym człowiekiem. Może nikt nigdy nie powiedział ci, że wychowanie nie polega na fizycznej obecności w drugim pokoju, bez zaangażowania, rozmowy, pomocy. Bez żadnej asekuracji, swój pierwszy krok stawiałem. Może nie wiedziałeś, że bycie rodzicem, to nie jedynie danie nazwiska. Czy widziałeś może, moje mleczne zęby? Właściwie... nie obchodzi mnie, czy ktoś pokazał, nauczył cię, co to znaczy kochać, co to znaczy być, wychować, dać przykład, chcieć. Trudno zrozumieć siebie bez fundamentów. Zbyt wiele lat nie rozumiałam dlaczego, obwiniałam siebie, zachodziłam głowę co robię źle. Koniec wykonało się i już. Został nam tylko ten ból w świadomości. Dzieci nie są winne braku miłości.
Pokochać swoje nazwisko? Nigdy.