sobota, 30 kwietnia 2011

nie ukrywam, że jest mi teraz wyjątkowo dobrze.



chociaż tak bardzo tęsknie za smakiem Jego ust i cudownym zapachem jasnej skóry, za blaskiem w tych niebiańskich oczach, tęsknie za wspólnymi nocami, bo lubię zasypiać w Jego ramionach, jak dziecko, które wie, że nie musi się bać świata i snów, bo ktoś silniejszy od niego, uchroni je przed wszelkim złem i niebezpieczeństwem.

lubię i tęsknie, ktoś mi zabroni?

czwartek, 28 kwietnia 2011

a co jeśli to ja, dźwigam sens, którego łakniesz?


wyobrażam sobie właśnie letni dzień, kuchnie i wpadające przez okno słońce, kosz pełen owoców na stole i ich sok spływający z podbródka, widzę uśmiechy i śmiejące się oczy. kolory i światło. ciepło i bliskość. wyobrażam sobie... choć przecież nie mam żadnych praw do tego, przecież nigdy niczego sobie nie obiecaliśmy, przecież nigdy nie byliśmy razem. oddychaj głupia dziewczyno!

środa, 27 kwietnia 2011

Nie jestem doskonała, ale doskonale sobie z tym radzę.





Bawię się proszę Pana, bawię się w dorosłą kobietę. Nauczyłam się już malować rzęsy brązowym tuszem i pociągać policzki różem. Ciągle się bawię w dorosłą kobietę, to tak jak mała dziewczynka zakłada za duże obcasy swojej mamy, na których nie może przejść metra, ale bardzo się stara. I ja bardzo się staram być dorosła, odpowiedzialna i silna. Cokolwiek by się nie stało, poradzę sobie sama. Umiem już wykorzystywać swoje atrybuty, umiem malować paznokcie na turkusowo. Mogę udawać, że jestem dorosła, chyba nikt się nie zorientuje.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

nie ma mnie tu, duch ciało opuścił.

Któregoś dnia rzucę to wszystko
i wyjdę rano niby po chleb,
wtedy na pewno poczuję się lepiej,
zostawię za sobą ten zafajdany świat.

Od dziecka słysząc te słowa, zastanawiałam się jak to będzie gdy i ja to uczynię. Stało się. Niespodziewanie, nieplanowanie, niepostrzeżenie. Nie było salw, nikt nie bił braw, nigdzie nie dzwoniły dzwony. Cisza.... ona temu towarzyszyła. Nikt nie zapytał gdzie jestem, po co jestem, dlaczego tutaj a nie tam i dlaczego tam a nie tutaj. Czy czuję się lepiej? Czy wolność naprawdę jest taka wspaniała? Robię co chcę, jestem gdzie mi się podoba, spędzam czas z tymi, na których mi zależy i na których mam ochotę. A jednak... ziarenko mądrości, dorosłości siedzi we mnie i co jakiś czas naciska dosadnie dając mi znak, że nie do końca wolność pozbawiona jest krat.

Napełnię olejem pustą głowę
i wrócę tam, na Aleję Pełną Róż.

Bo już wiem czym ona dla mnie jest. Teraz tylko czekam na swoją dawkę oleju, mam nadzieję, że ta ucieczka w fikcyjną krainę wolności napełni mi nim głowę.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Never say goodbye to me.



Mówił Jej:
- Mała, pożegnania są takie romantyczne, lecz życie Mała nie jest filmem, dlatego po prostu przytul mnie, szeptając do zobaczenia, bowiem Mała czyż nie pragniesz zobaczyć mnie jeszcze raz? Nie wstydź się tego. Chodź Mała spać.

piątek, 22 kwietnia 2011

A może zacznę pisać felietony?


Gaszę pragnienie sokiem grejpfrutowym, którego gorzki smak uwielbiam od dzieciństwa. Przy czym sama sobie zadaję pytanie, czy suchość gardła i warg spowodowana jest wysiłkiem włożonym w bieg w twe ramiona czy to tęsknota za ciepłem twego ciała i ust? Nie wiem. Pijąc sok prosto z kartonu czuję się wyzwoloną kobietą. Może ty nazwiesz to feminizmem - niewyszukane gesty, niechlujne ruchy, brak delikatności i niewinności w ułożeniu dłoni na pudełku. Ale to przecież cała ja. Wystarczy cień dziecięcego zachwytu nad wskakującą wiewiórka na drzewo, a moja bluzkę pokrywa plama od kapiących lodów trzymanych w dłoni. Zetrę ją z lekkością palcem i nieprzejmując się zbytnio, pójdę spacerować dalej. Przecież plamy nie powinny psuć dnia, nie powinny decydować o szybkim biegu do domu, celem pozbycia się ich w pralce. Czyż nie upamiętniają tego co właśnie nas spotkało? Plamy też mają swoją własną historię. O tym nie wolno zapominać.
Plamy to ja. Ja to niepoukładane sprawy, kosmate myśli i rozbrajający uśmiech dziecka. Ja to chaos, spontaniczność i radość. Czy nie tak chciałeś bym o sobie mówiła i myślała? Dlaczego więc gdy tańczę na ulicy do muzyki, która tylko ja słyszę, krzyczysz na mnie i odchodzisz, jakbyś się wstydził? Dlaczego śmiejesz się z moich pobudek czy zasypiających oczu? Dlaczego boisz się zrobić coś zwyczajnie dziecinnego wśród zwyczajnie dorosłych ludzi? Dlaczego obawiasz się być sobą, takim jakim naprawdę chciałbyś być?

środa, 20 kwietnia 2011

A Ty wiesz, że ja wywołuję poważne skutki uboczne?


lody, gofry z bitą śmietaną, pizza i makarony, jajka z majonezem, frytki i parówki z musztardą.
mają masę kalorii.

książki w empiku, filmy w kinie i na laptopie, gazety czytane wspólnie, co 5 minutowe sprawdzanie kont na fb.
pochłania mnóstwo czasu.

kupowanie spodni i butów, przymierzanie płaszczy i trampek, przemierzanie sklepów wzdłuż i wszerz.
powoduje wydawanie sporej ilości gotówki.



ile 
kalorii 
czasu 
pieniędzy 
kosztuje 
uśmiech
wspaniale 
spędzony
miesiąc?

wtorek, 19 kwietnia 2011

Senne rozmowy.

- Bije od ciebie i piękno, i talent.
- Talent? - zapytałam.
- Owszem. Myślisz, że ja - starsza kobieta potrafiłabym rozmawiać tak bez przeszkód z każdym jak czynię to z tobą? Mylisz się. Podoba mi się inteligencja bijąca z twoich oczu... - ciągnęła, ale już słyszałam jej słowa jak za mgłą. Skupiając swój umysł do wysiłku o 4.30 nad ranem w pociągu mknącym przez ciemność w dal.
- ... i ta twoja uroda. Piękna jesteś nawet teraz, obudzona w środku nocy, potargana i zaspana. Pewnie wianuszek mężczyzn nie opuszcza cię nawet na krok, ale ty wybierzesz i tak tego niedostępnego...
- Nie. - przerwałam chłodno. - Samotność.
- Podnieś głowę, spójrz mi w oczy i powiedz to jeszcze raz.
- Sam...o... - z niewiadomych przyczyn słowo ugrzęzło w gardle. - Samotn... Dlaczego? - wyjęknęłam patrząc jej w oczy.
- Bo mądrością życiową jest wzajemne zmagania się z codziennością. - wytłumaczyła, a w jej oczach dostrzegłam cień dawnego blasku, uśmiechnęłam się radośnie.
- Była pani...
- ... tak, byłam tobą, taka jak ty. I nie żałuję dzisiejszej samotności za cenę tamtej wzajemności. Ktoś musi w końcu zostać sam.
- Zaryzykuję. - powiedziałam ściskając jej dłonie na rozstanie. Po chwili zza okna uśmiechała się, widząc wtulającą się we mnie  matkę. Nie pomachała, była przyszłą mną, ja nie macham, ja się nie żegnam.

sobota, 9 kwietnia 2011

na trzeźwo.

A co jeśli wszystko co robię, wszystkie decyzję jakie podejmuję, to jedna wielka fikcja? A co jeśli naprawdę porzuciłam wszystko co miałam i ruszyłam w dziwną przygodę w nieznane? A co jeśli obudzę się z ręką w nocniku, zalana łzami, że uciekłam nie tam gdzie powinnam? A co jeśli faktycznie moje 19 lat to zbyt późno by zacząć na nowo? Co wtedy? 







bo ja nie wiem.

sobota, 2 kwietnia 2011

nie pytaj.



równe 15 marcowych dni spędzonych w jednym mieście. nie licząc nowych kwietniowych.
2 koncerty.
niezliczona ilość śmiechu - przecież niezwykle potrzebnego.
uśmiech - brzydki, ale nadający dniu trochę koloru.
ciepło, rozmowa, spacer, herbata i (hekto)litry zjedzonych lodów.
zgubiłam się. i o dziwo tutaj odnajduję, choć myśli nie uciekają.
dziękuję.