sobota, 17 marca 2012

Valerie

well sometimes I go out by myself and I look across the water
and I think of all the things of what you're doing and in my head I paint a picture
since I've come home well my body's been a mess and I miss your ginger hair and the way you like to dress

piątek, 16 marca 2012

Wciąż próbuję być tym dzieckiem, na przekór obecnym czasom.


Jeszcze wierzę, że będę żyć tak
żeby w duszy pozostać dzieckiem

Pamiętasz jeszcze czas, gdy nie mięliśmy nic, prócz rozczochranych włosów, przykurzonych ubrań, startych od biegania butów, brudnych rąk, a w kieszeni kilku drobniaków na oranżadę w butelce, kulek do gry, papierków po gumach i trochę innych drobiazgów, ważnych dla nas niczym skarb? Pamiętasz jacy byliśmy wtedy szczęśliwi? Dwudziesta pierwsza wieczorem była dla nas prawie nocą, huśtawka wybijała nas niczym rakieta w kosmos, drzewa były najlepszymi drabinkami, i nie trzeba nam było najdroższego i najbezpieczniejszego placu zabaw z bajerami, bo docenialiśmy to co mieliśmy. Pamiętasz smak śliwek, czereśni i jabłek, zrywanych z tych drzew? Strach, że nas przyłapią, gdy wchodziliśmy przez ogrodzenia innym na ogródki działkowe. Pamiętasz te wszystkie poobijane kolana, zdarte łokcie, umorusane twarze? Ile nam potrzeba było do szczęścia, prócz wyjścia na dwór i kilku znajomych? Nikt nie miał najlepszego laptopa, komórki czy quada, nikt ich nawet nie potrzebował. Koc był namiotem, naszą baza, rower był autobusem, podczepione do niego rolki wagonikami, jeżeli ktoś dostawał coś lepszego od rodziców, to bawiliśmy się tym wspólnie, wykorzystując to do granic możliwości. Potrafiliśmy się dzielić, zapominając czym jest zazdrość. Projektor filmowy i klisze dodawały rozrywki na najwyższym poziomie, nie trzeba nam było filmów 3D i góry popcornu, by rozkładając wieczorem prześcieradło na ścianie stworzyć najlepsze kino w mieście.  Mieliśmy siebie nawzajem, zwariowane pomysły, które realizowaliśmy i bogatą wyobraźnie. 

Pamiętasz to wszystko? To pomyśl teraz ile współczesny świat odebrał tym dzieciakom dając ogólnodostępny komputer i internet.

wtorek, 13 marca 2012

niewysłany list.

Gdyby mi ktoś powiedział, gdybym miał choć odrobinę gwarancji, że będę mógł być z Tobą, choć przez rok, choć przez pół roku, a potem - śmierć, to bym pojechał do Ciebie. To nie melodramat; to wyznanie tego, który na pewno - z całym idiotyzmem i kabotynizmem - najwięcej Cię kochał. W końcu przyjdzie taka noc, kiedy prześpisz się z innym. Ja Ci się nigdy nie podobałem, ale to inna sprawa. Mnie lepiej być pijanym, niż myśleć, że ta chwila w końcu przyjdzie. Ale jeszcze nie rób nic ostatecznego. Jesteś taka młoda. Masz jeszcze czas. Każdy chce być szczęśliwy. Ja chciałem być szczęśliwszy od innych. Ale Bóg mnie ukarał. Balem się o Ciebie. Wiesz czego się bałem. Ale dzisiaj, to wszystko co nas dzieliło, nie wydaje się tak ważne.

Trzeba być bardzo pijanym, żeby moc tak pisać. Ale mówię Ci - gdybym miał gwarancję, że będę z Tobą chociaż rok, a potem mnie zabiją - przyjechałbym do Ciebie. Nie ma, nie było - okazuje się - nic ważniejszego od Ciebie. Ale nie da mi nikt choć tej odrobiny. A w końcu wszystko jedno, gdzie człowiek jest cudzoziemcem. Ale czekaj. Jeszcze czekaj. Jesteś taka młoda. To nic nie znaczy, bo powinnaś właśnie teraz być szczęśliwa. Ale ja też jestem sam: pamiętaj, że jestem zupełnie sam i wszystko, czym żyję, to panna Czaczkes. Jeszcze trochę czekaj. Jeszcze trochę, ja też nie jestem szczęśliwy.
Czekaj, czekaj.

 (list M. Hłaski do A. Osieckiej, 7.12.58r )


jestem ciekawa, czy ktoś kiedyś, w ten sam sposób pomyślał o mnie. czy gdzieś podobny list spoczywa na dnie szuflady, nigdy nie ujrzawszy światła dziennego…

niedziela, 4 marca 2012

Idealny poranek


Czasami jest tak, że budzimy się z uśmiechem na ustach. Cokolwiek byśmy nie mieli w tym dniu do zrobienia, do nauczenia się, do zaplanowania, mamy dobry humor. Słońce prześwituje przez śnieżnobiałe firanki, wdziera się powolutku w zacisze naszego pokoju, naszych pilnie strzeżonych czterech ścian, do których dopuszczamy jedynie wybranych. Budzi nas smyrając po nosie, któż nie lubi słonecznych pocałunków zwiastujących pojawienie się wiosny? Takie idealne poranki sprawiają, że nic nas nie rozzłości, nic nie zdenerwuje. Mam wewnętrzną motywację by żyć, by działać, by uśmiechać się do ludzi i zarażać ich nim, by... zwolnić kroku, obserwować otaczający nas świat. Mój poranek tak właśnie dziś wyglądał, w 100% idealny byłby wtedy, gdy obok mnie leżał mężczyzna być może mego życia, a ja mogłabym obserwować jego spokojny oddech. Ale skoro nie ma się wszystkiego to warto doceniać to co się dostaje od losu. Uśmiecham się do was dzisiaj moi mili, mam nadzieję, iż macie siły by ten uśmiech odwzajemnić ze zdwojoną siłą. I tego wam dzisiaj właśnie życzę!

sobota, 3 marca 2012

***



- Chodź ze mną. 
- Gdzie? 
- Gdziekolwiek. Póki się nie znudzimy. A potem... nieważne. To jest prawdziwe życie. Właśnie to.