sobota, 20 listopada 2010

Will it be the same if I saw you in Heaven?

- Nie mam wiary w siebie...
- To ją zdobądź.
- Kupić się jej nie da, na drzewach nie rośnie, nie jest nią wybrukowany chodnik, nie spada z nieba...
- Ale jest w tobie, to znacznie bliżej niż szukasz. 


przypominam sobie dawne rozmowy. nie, nie jest mi źle, nie jest mi smutno i ponuro. jest mi... ciepło tam wewnątrz. ciepło na wspomnienia, na to, że się coś takiego wydarzyło, że miało miejsce. i chociaż nierzadko pan H. w rozmowach na gadu mnie irytuje, to lubię go. lubię tego smyka, bo trochę razem przeszliśmy. i dam się namówić w końcu na tę kawę, nawet jeśli mam jechać do Warszawy, bo wiem, że będę ją pić w moim ulubionym/jego znienawidzonym Starbucksie. a co! żyje się raz i raz się wybiera czy być szczęśliwym, czy wiecznie ponurym.

ps. nie zmieniłam się w optymistę. spokojnie. a wiary nadal nie odnalazłam w sobie.

środa, 17 listopada 2010

Schematy.

Jestem uwięziona w schematy i wciąż usilnie od nich uciekam. Wielu mówi, że się nie uda. Miejcie jednak świadomość, wy - niewierzący, że znajduję w tych schematach jakąś dziurę, potrafię się z nich poprzez nią wyrwać. Uciekam w inny świat, świat wysokich górskich krain, świat dzikiej przyrody, świat autostopowych podróży, świat moich przyjaciół. Niewielu to potrafi. I czas to z mojej strony docenić. Ostatnio uświadomiłam sobie, że nie mam co narzekać na swoje życie. Mam wiele, mam tak naprawdę prawie wszystko co chcę. Robię co kocham, mam wspaniałych ludzi obok siebie, robię rzeczy, które wielu by chciało, a nie potrafi się przełamać, pokonać strachu, czy zwyczajnie przestać przejmować się opinią innych. Zaczęłam dostrzegać, że są ludzie, którzy w jakiś sposób mi zazdroszczą - sposobu życia, stylu życia, przeżyć, odwagi, wspomnień, siły. I może jestem uwięziona w schematy, ale potrafię zwyczajnie rzucić je i cieszyć się wolnością.

sobota, 13 listopada 2010

czwartek, 11 listopada 2010

Niemoc.

Dostałam przed chwilą link do felietonów Nosowskiej w Zwierciadle. Przeczytałam je łapczywie, zatopiłam się w tych słowach, sklejonych magicznym klejem w oszałamiające zdania i... czuję niedosyt, jak wielki, gruby Amerykanin, któremu podano poczwórnego hamburgera, ale zapomniano włożyć smażonej cebulki, za którą wielce przepada i zapłacił wszak! Czuje niedosyt, jakby ktoś obiecał mi zobaczyć najpiękniejszy widok z góry, ale nie pozwolił mi się na nią wspiąć. Czuję także zarazem wielką pustkę, ostatnio nie mam nawet pomysłu na napisanie, krótkiej, prostej ankiety. Szlag!

A najgorsze, że czuję się małą, bezbronną dziewczynką, która bardzo, ale to bardzo pogubiła się w życiu i swojej samotności...








A to, że robi się ciemno po południu wcale, ale to wcale mi nie pomaga.

wtorek, 9 listopada 2010

H. 'Spięty' D.

Pomyśl sobie, że są magiczni ludzie pośród nas i sobie gdzieś tam po cichu żyją, a swoją osobą sprawiają, że wychodzi uśmiech na twarzach innych, choć może nawet nie zdają sobie z tego sprawy.

- No i jak było? Dał radość?
- Były łzy, łzy szczęścia, zaskoczenia, wzruszenia. Był śmiech i wielkie brawa na stojąco. I była magia, ja... ja nie potrafię opisać tego koncertu słowami. Tam trzeba było być, słyszeć, widzieć, przeżyć. Nawet na koncertach Lao nie ma takiej magii, jaka tutaj się wytworzyła. Może to także poprzez bliskość, kontakt my - on, rzucanie półsłówek, hasełek i to, że widziałam każdy grymas na jego twarzy, błysk w oczach i ten zniewalający uśmiech satysfakcji. To, że podczas utworów on był w swoim świecie, a ja w swoim, łączyła nas muzyka. A kto wie, może nasze światy wtedy były łudząco podobne?
- Zyta czy ty się słyszysz w ogóle? Opowiadasz o jakiejś pełni szczęścia, utopii.
- Jestem szczęśliwa, jestem naładowana, nabuzowana pozytywną energią. Tyle emocji we mnie siedzi, tyle uczuć, tyle gorących myśli. I taka siła, że czuję iż mogę zbawiać świat. A co piękniejsze. Powiedziałyśmy mu to, co dał nam koncert, podziękowałyśmy. A on co? Błysnęły mu oczy, zawstydził się ślicznie i odrzekł: a ja dziękuję, że mogłem tu grać, bo grało mi się nadzwyczaj świetnie.  I choć może mówi to wszystkim, to ja mu uwierzyłam.
- To pewnie kontakt i emocje były prawdziwe, niektórych rzeczy nie warto udawać.
- I wiesz, on to robi dla emocji, nie dla pieniędzy.
- Mów więcej, niedługo będzie moim idolem.

Emocje, euforia, nierealne, idealne szczęście. I to uczucie, że serce wręcz pali się ogromnym natłokiem wspaniałych uczuć. I choć to minie, bo musi minąć (przecież wszystko co dobre mija), to cieszę się tym. Nauczyłam się cieszyć szczęściem. Zaczęłam doceniać, że przychodzi do mnie na tę parę chwil. I to jest piękne.

- Jesteś zajebisty.
- Nie.
- Jesteś i ... dziękuję.
- (uśmiech)

ta satysfakcja w nim wyraziła więcej niż jakiekolwiek słowa.

środa, 3 listopada 2010

Ogłoszenie.


Pilnie poszukuję mężczyzny w koszuli, szelkach, swetrze, Conversach, z trzy dniowym zarostem i uwydatnionymi kośćmi policzkowymi o cudownych oczach. I nawet może palić, a co mi tam! Ach i jeszcze żeby był wiecznym chłopcem. Sama jestem Piotrusiem Panem, razem damy radę. Niech lubi codzienny bajzel i poranną kawę bez śniadania oraz wspólne gotowanie. Przy okazji, musi tolerować moje ucieczki, albo uciekać ze mną. I aparat! Może sam robić zdjęcia, albo być moim modelem. A przede wszystkim niech będzie... po prostu będzie, z kubkiem kawy w ręce, trzydniowym zarostem, potarganymi włosami i tym uśmiechem, któremu wybacza się wiele...
Jeśli więc taki się znajdzie, niech pisze szybko,  postaram się równie szybko odpisać ; )



Mam kryzys. Wielki kryzys. I dość wszystkiego. Zwłaszcza wszelkiego sprzętu ratowniczego, rękawiczek i ludzi z mojej szkoły.

Spokój.

Jestem stworzeniem nocnym. Przy ciepłej herbacie, nastrojowej muzyce i aromatycznej świeczce prowadzę fascynujące rozmowy z ludźmi, którzy siedzą na swoich fotelach w innych miastach a nawet krajach. Noc uspokaja, nic nie rozprasza myśli. Bezsenne noce potrafią być czasami wybawieniem. Tylko wtedy możemy na spokojnie spotkać się z niewidywanymi na co dzień ludźmi, na jakimkolwiek komunikatorze i wymienić poglądy, wspomnienia, uśmiechy. Dzień każe nam pędzić, każdy w swoją stronę, nikt na nikogo nie patrzy, brak w nim czasu na wolne myśli, swoje myśli. Brak czasu na rozplanowanie dnia. Obowiązki, praca, nauka, kariera. Każdy dąży do tego by nie wypaść za nisko, zbyt błaho, przeciętnie i szaro. To męczy. Dlatego nocą pokazujemy kim jesteśmy naprawdę. Ona pozwala wyjść duszy naprzeciw, daje wolność. A ja? Jestem stworzeniem nocnym. Przy ciepłej herbacie, nastrojowej muzyce i aromatycznej świeczce jestem po prostu sobą.