niedziela, 31 października 2010

Czujesz?

Dorośliśmy. 
Nie oszukujmy się. Przyszedł na to czas, czas odlotów z gniazda rodziców, czas wielkich decyzji o przyszłości, czas podejmowania kroków naprzód bez pomocy kogokolwiek. 
Dorośliśmy. 
Nie każdy tego chciał, nie każdy był gotowy. Jednak nasze rysy wyostrzyły się, postawa przyjęła prosty profil, oczy zaczęły bystro błyszczeć, a uśmiechy onieśmielają wielu. 
Dorośliśmy drodzy przyjaciele. 
Zaczęliśmy doceniać ten czas, dostrzegać jak wiele możemy, jak wiele potrafimy, jacy już teraz jesteśmy wielcy. Tak, mamy wspaniale doświadczenia, tysiące przeżyć, wielka odwagę i przeszłość, której nie trzeba się wstydzić. 
Dorośliśmy.
I sięgamy po przyszłość, łapiemy ja gołymi dłońmi i choć czasem rani nas boleśnie, chcemy wierzyć, że blizny dodadzą nam charakteru, nauczą nie popełniać tych samych błędów. Mocno wierzymy, że przyszłość da nam także radość, szczęście, miłość i możliwość spełnienia marzeń. 
Dorośliśmy z wiarą, że nam się uda... 


...nie spieprzmy tego!

piątek, 29 października 2010

jasność.


Stan posiadania Natalii Z.: mam psa, pisanie i muzykę, która działa na mnie jak prochy. Mam rodziców, którzy kochają mnie bezgranicznie. Mam trochę przelotnych koleżanek. Mam przyjaciół. Mam głupią nadzieję, że może warto jeszcze pożyć. Samotność mam i bezsenne noce. I szaleństwo posiadam. Jestem taka bogata...

coś Ci świta po przeczytaniu? tak. podstawiony pode mnie fragment książki. tak, tak! właśnie tej! zgadłeś. wygrałeś nowy telewizor. masz w domu już trzy? ależ przecież przepych nikomu nie zaszkodził. coś Ty taki! wygrałeś to podawaj adres i się ciesz! Ci dzisiejsi ludzie... PS3 chciałbyś? ale wygrałeś telewizor plazmowy, jeszcze Ci mało? nie... w zestawie nie ma wykupionych Twoich ulubionych programów. przykro mi... bierz go kurwa i ciesz się, że coś można dostać dzisiaj za darmo. ja też dostałam... szalenie ciekawą osobowość... i nie chciałbyś się zamienić, uwierz mi.

poniedziałek, 25 października 2010

...




Żyć tak, by przeżyć naprawdę każdy dzień, 
każdą chwilę, przeżyć to wszystko w sobie, 
a nie obok siebie.


Nienawidzę tego dnia. 
I nie obchodzę go.
A rok temu?
Rok temu był inny czas, jeden wyjątkowy dzień kiedy zmieniłam  własne zasady - dla Nich. I to zdjęcie ma równy rok, kiedy byłam małym, głupiutkim dzieckiem, szczęśliwym dzieckiem. Dziś z przyszłości pozostało mi tylko, że ludzie obok mnie są ci sami. Tak samo wspaniali. Jedynie nie ma Jego...





Posłuchajcie... dedykuje ją sobie, bo chyba coś zrozumiałam.

niedziela, 24 października 2010

♥ !

Pokonywaliśmy 
razem 
góry, 

potknęliśmy
się 

kamień.



Sic!
         Głupia dziewczyna ciągle o nim
myśli...

sobota, 23 października 2010

Nocą gdy nie śpię...

Odgrzebuje stare zdjęcia niczym stare rany. Niektóre bolą, z niektórych pozostały jedynie blizny, które wywołują smutek, ale niekiedy i śmiech. 





Dawne czasy. 
Dawna ja. 
Dawne wczoraj. 
Lepsze wczoraj. 
Nie lepsza ja. 
Nie zmieniam się. 
Psiakrew!

piątek, 22 października 2010

HubowoZytowe rozmówki różne.

H: - puk puk
Z: - kto tam?
H: - Królewicz
Z: - na białym rumaku?
H: - dla ciebie mogę być i na białym rumaku
Z: - to nie biorę, jesteście przereklamowani...
H: - więc stanę się tym, kim chcesz żebym był

niedawna ranna rozmowa. rozmowa z mężczyzną, który odchodząc pewnego zimowego wieczoru powiedział odległość nie miała znaczenia dopóki tęsknota nie zaczęła rozdzierać mnie od wewnątrz, nie potrafię, to nie ma sensu. znajdźcie mi proszę sens w tych słowach porannych. znajdźcie...

czwartek, 21 października 2010

Pif paf.

Nie wiem, czy w ogóle jest możliwe, aby uchwycić moment, w którym rozpoczyna się miłość. Nie jakieś tam zakochanie, ale miłość. Zakochanie jest mimo wszystko tylko rozjątrzeniem siebie, trudną do opanowania, natarczywie obsesją zajmującą cały czas i całą przestrzeń. Zagnieżdża się wprawdzie w mózgu, ale tak naprawdę wypełnia głównie ciało. Miłość, jeśli w ogóle, pojawia się później. Absorbuje inaczej. Nie jest tylko namiętnością obecnej chwili. Patrzy w przyszłość.









Doznałam miłości. Poczułam ją. I... utraciłam.
Nie mam już ochoty na zabawę w zakochanie, w związek.
Nie mam siły na bycie z kimś.

Pif paf.
Zabijam tak każdą próbę nawiązania ze mną bliższej znajomości.
Życie bez osoby obok też ma sens.

środa, 20 października 2010

Jesień, jesień ach to Ty!

Jesień, jesień, jesień.
Zimno, zimno, zimno.
Marzną mi dłonie, których nie ma kto ogrzać.
Tylko... tak naprawdę to ja nie dopuszczam do siebie nikogo. Są wieczory gdy samotność przeraża. Tylko kto ich nie miewa? Ale ja ją lubię, doceniam. To ona w pewien sposób daje mi wolność - stan umysłu, ciała i duszy, którego każdego dnia pożądam, o którego ciągle się staram, którego potrzebuję jak powietrza. Nie chcę, nie umiem z kimś być, nie gdy jest blisko, gdy mieszka obok. To głupie, ale niektórzy zakochują się w śmiertelnie chorych, inni pieprzą się po kątach, a ja mam swoją odległość. Nie zdawałam sobie sprawy, aż do tego czasu, jak bardzo przeraża mnie przyszłość.
On - jakiś człowiek, którego mam pokochać i stworzyć z nim coś, co będzie, co ma trwać latami... Nie przeraża was to? Bo ja nie umiem, nie chcę umieć, ja ucieknę... to nie tchórzostwo, to wyzwolenie. Nie pragnę jak wielu szarej codzienności. Tak, możecie mnie za te słowa spokojnie zlinczować. Bo dom, rodzina, stała praca, to szara codzienność, od czasu do czasu jakiś wyjazd z rodziną do Egiptu, Grecji, Tunezji, żeby pokazać, że was stać na wakacje poza tym krajem. Nie, podziękuję. Nie chcę spokojnej przyszłości, nie pragnę stabilizacji,  nie dążę do harmonii. Wybieram bałagan, niewiadome jutro, wybieram adrenalinę i niespokojne życie. Wybieram kolory. A wy zostańcie w swojej zatęchłej wodzie, która z czasem przeobrazi się w bajoro. Ja nie muszę płynąć z nurtem, pójdę pod prąd, na głęboką wodę, tam gdzie największe fale. Popłynę tam, gdzie tylu już się utopiło, zginęło, by odnaleźć swoje własne, niezrozumiałe  dla was szczęście.
A teraz możecie mnie pozabijać słowami sprzeciwu.

niedziela, 17 października 2010

Smutny brzydal.





A Pani przeżyła jakąś tragedię w życiu, że tak Pani płacze każdą częścią swojego ciała? Te oczy nie powinny wyglądać tak. Zastanawia się Pani jak? Powiem, że nie powinny wyglądać tak jak dziś. Smutek w takich oczach to grzech, proszę Pani. Lecz nie tylko Pani oczy są smutne. Zdaje mi się, że smutek ten doskonale widać w ruchach Pani warg, dłoni. Nawet ogniste włosy wydają się być smutne. Przepraszam Panią, ale nie lubię, gdy ktoś jest pozbawiony życia. Pani nie powinna, bo...
Też nie lubię być pozbawiona życia. - odpowiedziałam chłodno.

niedziela, 10 października 2010

O pewnym poranku słów kilka.

Śniadanie.
Podstawowy posiłek w ciągu dnia. Podobno... Przez całe swoje, wciąż jeszcze 18-letnie życie, jadam śniadanie raz na rok. Przy dobrej okazji. Żyję jeszcze? Ależ owszem i mam się całkiem nieźle.
Jest 4.45. Otwieram oczy i zastanawiam się dlaczego wszędzie jest tak cholernie ciemno. Ale przecież... jesień. Witaj mroczna poro roku. Schodzę po drabince łóżka na ziemię, uważając by nie spaść, wciąż jeszcze bowiem mam zamknięte oczy! Nie do pomyślenia byłoby to, żeby o takiej porze mieć je otwarte i w gotowości. Wchodzę do kuchni... jedzenie. Najłatwiej tosty. Na ślepo wkładam na tostowy chleb pierwsze produkty z lodówki, włączam opiekacz i idę umyć twarz. Kiedyś otworzyć oczy trzeba. Później następuje konsumpcja, żuchwa nie ma najmniejszej ochoty mielić kanapek, a żołądek buntuje się, gdy przez przełyk zlatują do niego resztki pogryzione przez zęby. Ja mu się nie dziwie. Gdyby ktoś mnie budził o 5 rano wrzucając mi do środka jakieś marne śniadanie, też byłaby potwornie zła. Popić, popić, popić. Udobrucha to moje kwasy.
Teraz toaleta... szybki wanno-prysznic i można powiedzieć, że świat nabiera jakiejś barwy. Tylko tak strasznie ciężko w środku przez ten posiłek. Zaspany umysł nawet nie przyjął do swojej wiadomości, że zaszła konsumpcja... za jakieś dwie, trzy godziny, odezwie się z krzykiem, że brak mu jedzenia, że co ze śniadaniem. Pieprzone ciało...

Już wiecie czemu nie jadam śniadań.
One mnie nie lubią.
Ja nie lubię ich.

Ubrać się pozostaje i na zajęcia, byleby tylko dojść do autobusu i nie zmarznąć tak bardzo..

sobota, 9 października 2010

na przełomie lat.



zastanawiam się nad znaczeniem słowa dopasowany. bo właściwie nie wiem, co to znaczy. przecież na każdym etapie życia mamy inne poglądy, inne potrzeby i gusta. jakieś piętnaście lat temu zakochałabym się w każdym, kto lubi Włóczykija i Indian, a nienawidzi budyniu waniliowego i kożuchów na mleku. a teraz? sama sympatia do Włóczykija mi nie wystarczy.

piątek, 8 października 2010

Migrena.

Pewnego dnia, pewnego dnia
pękło niebo
i lunął straszny deszcz,
wtedy krzyknął ktoś:
Nie ma Boga nie!


Nie. Oczywiście oryginał tak nie brzmi. 
Dzisiaj nie mam nastroju na oryginały...
A głowa od jakiegokolwiek hałasu pęka niemiłosiernie...

czwartek, 7 października 2010

Chaos.


Na początku się wychodzi, później wchodzi.
Taki jest ustalony porządek. Chyba, że coś się zmieniło, coś przespałam? Ustalono jakieś nowe reguły? Czemu ja nic nie wiem? Jestem obywatelem tego kraju, powinno się mnie poinformować choćby listownie!


Szanowna Pani, której poszanowanie mamy tak naprawdę głęboko w dupie.
Z dniem stanięcia świata na głowie, orzekliśmy jednogłośnie, tj. Ja - nieudolny rządzący z głową Kościoła Polskiego, który jest na równi władzy w tym kraju, nie wiedziała Pani o tym? Orzekliśmy więc, iż banda moherów z wielkimi tyłkami, może od dnia wczorajszego, bo i dlaczego niby od dzisiaj?, wchodzić do pojazdów publicznych pierwsza, a dopiero za nimi jeśli już musi, może ktoś wysiąść. Innej kolejności nie przewidujemy, bowiem obawiamy się, iż w każdej chwili, może w drzwiach pojazdów stanąć krzyż, przy którym zbierze się grupka, pieprzonych fanatyków i wyjście będzie niemożliwe.
Dziękujemy.
Z wyrazami braku szacunku, podpisani niżej
Wielki Ojciec Narodu
z błaznem B(ied)ronkiem

PS. Rachunek za znaczek wyślemy pocztą.

Żyję w pieprzonym kraju absurdu.
Ale tramwaje i tak nadal lubię...!

środa, 6 października 2010

Przemyślenia po audycji ZiabMilowej.

Słucham sobie właśnie Radia Woodstock i wspominam jak to cudnie było w tym roku na Przystanku. Tak moi drodzy. Było cudnie! Nie liczy się to, że pracowałam, że musiałam być dostępna 24h na dobę. Nie ważne, że nie mogłam napić się łyka piwa czy iść na zaplanowany wcześniej przez siebie koncert. Nie, bo to nie to jest ważne. Atmosfera była taka sama, a może nawet lepsza? Kiedy tylko miałam chwilę wolnego biegłam do znajomych z pola by z nimi spędzić czas. Obcy ludzie mnie pozdrawiali, ale tak inaczej, tak na nowo. A widok ze sceny powala... uwierzcie na słowo. Ten tłum, to morze ludzi, którzy krzyczą do Ciebie, którzy cieszą się na rozpoczęcie Przystanku i którzy płaczą! tak, płaczą na jego koniec. Znajdźcie mi taki drugi festiwal. Gdzie ludzie są szczerzy, uśmiechnięci, szczęśliwi, kolorowi, pełni miłości i życzliwości. Gdzie na festiwalu, ludzie będą krzyczeć w stronę sceny, że zdarzył się wypadek i potrzeba Pokojowego Patrolu? Gdzie artystom śpiewa się sto lat? Gdzie artyści płaczą na koncertach, na którym festiwalu miękną im kolana na widok tylu ludzi? Gdzie można poczuć się prawdziwie wolnym, młodym, pełnym energii i dobrych pomysłów? Gdzie artyści dziękują widowni na swoich stronach internetowych? A przede wszystkim, gdzie stykają się wszelkie subkultury, rasy, religie, poglądy polityczne i nie mają ochoty sobie nawzajem obić mordy? Gdzie potrafią się tak zjednoczyć jak na Przystanku Woodstock?
Nigdzie.
Nigdzie!
Nigdzie...



Także pierwsze wrażenie: Hura! Hura! Hura! Najmniej może się spotykamy z ludźmi, z którymi przez cały rok robiliśmy szkolenia, z którymi ja się widziałem, kiedy było zimno, kiedy było zimowo, kiedy było bardzo też gorąco i często podczas tych zajęć, kiedy płyniemy na tratwach, kiedy chodzimy po wodzie, kiedy męczymy się po lesie, oni mówią: no dobrze, ale co to ma wspólnego z Woodstockiem? no właśnie, ma to wspólnego, że potem są przygotowani na każdą ewentualność, są po prostu wytrzymali, wiedzą, że muszą sobie dać radę i wiem, że sobie dadzą radę. Tysiąc tych osób to jest fenomen, to jest w ogóle wielki szacunek dla nich za to, że chcą to robić, i że poświęcają swój czas i ogromną pracę, wysiłek, żeby potem tworzyć TEN Festiwal. Także pierwsze wrażenie: Hura! Hura! Hura!
J. Owsiak

A to wyżej to kilka słów o mojej pracy. Cudownych słów, o cudownych ludziach!


wtorek, 5 października 2010

kupa.

złe, złe, złe myśli.
wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia.
gówno, gówno, gówno.

mówią, że coś się kończy, by coś nowego mogło powstać.
ale ja nie chcę do cholery nowości.
już dość, dość, dość.
czuję, że coś czuję.!
pieprzy mnie, że nie rozumiecie.
ja nie chcę a muszę....

W moich snach wciąż Warszawa...


Ostatnio powiedział, że tęskni, że chciałby się do mnie przytulić, porozmawiać jak kiedyś. Dał mi do zrozumienia, że mógłby wrócić, że mogłoby być dawne, utęsknione, zeszłoroczne, majowe wczoraj.
Dlaczego, kiedy podnoszę się z porażki, smutków, tęsknoty, goryczy przychodzi nowy problem? Dlaczego to takie ciężkie? Otrząsnęłam się, zaczęłam uśmiechać. Dlaczego akurat teraz?
Nie wróci.
Nie wrócę.
Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Dorosłam do tej decyzji, choć nie wiem czy da się tak naprawdę.
Dorosłam przynajmniej do tego, by powiedzieć mu 'nie'. Lecz wiem, że gdyby chciał spróbować jeszcze raz w maju... rzuciłabym wszystko.
W S Z Y S T K O.
Dziś rozumiem, że wciąż kocham osobę, którą był. Nie umiałabym kochać tej, którą jest teraz.

Jest ciężko, ale chcę wierzyć, że decyzja, choć wymagała wiele siły i każdego dnia jej wymaga, jest dobra.


Chyba do cholery stałam się anty-faceci... choć tak bardzo pragnę ostatnio zwykłej miłości...

sobota, 2 października 2010

Lentescunt tempore curae

Baterie wykończyły się.
Znów jestem małą, smutną dziewczynką, którą każdy pyta co jej jest. Nic mi nie jest moi drodzy. Nic, zupełnie. A to, że jestem zakręcona w rzeczywistości bardziej niż zazwyczaj, nie oznacza zakochania, jak myślicie. Ja po prostu żyje w swoim własnym świecie, świecie gdzie spełniają się marzenia. Dlatego często jestem zamyślona, dlatego nie odpowiadam za pierwszym razem na zadane mi pytanie, dlatego potykam się na prostej drodze. Zrozumcie, że taka właśnie jestem. Nie wiecznie uśmiechnięta. Nie ta radosna. Nie ta pełna sił do zmierzenia się ze świata. Tak bywa rzadko, coraz rzadziej.

Jesień nie pomaga. Deszcz obrzydza wychodzenie z domu. Zimno przenika do szpiku kości. Październik przypomina, że za kilka chwil będą moje pieprzone urodziny, które rok temu były najpiękniejsze i już nigdy takie się nie zdarzą... chyba brakuje mi witaminy C...Ciebie. (napisałam to?!)

piątek, 1 października 2010

Dzisiejszy Dzień Uśmiechu nie wypalił.

Mamy piątek. Cały dzisiejszy wieczór spędziłam na odrabianiu zajęć, które są na środę i piątek!
Jestem ambitna? Nie sądzę.
Chyba po prostu nie chcę myśleć o pewnych rzeczach, chcę rozplanować czas, wycisnąć z dni maksimum.
Chcę zapomnieć.
Ruszyłam dzisiaj folder ze zdjęciami z Warszawy, tej ostatniej z nim, tej bez niego. Wróciły wspomnienia. Wrócił czas w myślach, ten taki piękny, ten kiedy byłam taka... szczęśliwa. Ostatnio także przeżywałam okres szczęścia, wiem. Ale to było inne. Zrozumiałam, że zawsze będę tęsknić za tymi dniami, że nic na to nie poradzę. Zrozumiałam, że muszę nauczyć się z nich cieszyć, znów. I pewnie będzie tak za każdym razem. Ale chcę wierzyć, nie! ja w to wierzę, że kiedyś będzie tak samo jak było wtedy. Może nie dokładnie tak, bo jak to mawia Szymborska: nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy (...) żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy. ale będzie podobna euforia, podobne szczęście, podobny uśmiech i ta radość w oczach gdy się zobaczy tą osobę. Mam tylko wielką nadzieję, nie uświadomić sobie, że on był tym jedynym, którego potrafiłam tak kochać.

A taka byłam jeszcze przed całą sprawą.
Szczęśliwa, choć z tysiącem kłębiących się myśli.
Przede wszystkim, miałam nadzieję.