Poczułam niedawno, że muszę coś zmienić. Zaczęłam więc od tak błahej rzeczy jak porządek w swoim pokoju. Zrobiłam generalne sprzątanie, poprzestawiałam kilka rzeczy, powyrzucałam te, które są mi już niepotrzebne. Ale tu pojawiły się wspomnienia, zdjęcia, zapiski, listy, mapy, rysunki, bilety, rachunki... nie mogę ostatnio od tego uciec. Ale już mniej się boje stawić im czoła.
Oprócz porządku w pokoju, poukładałam, myślę, że poukładałam swój burdel uczuciowy w głowie i sercu. I chyba w jakiś sposób odetchnęłam dziś pełniejszą piersią niż na co dzień. Cieszę się... Bowiem zamknęłam pewien niedomknięty rozdział w swoim życiu. Postawiłam w końcu kropkę tam, gdzie powinna ona zostać postawiona już dawno. I śmiało mogę powiedzieć, że otwieram nowy. Czy będzie lepszy? Tego nie wiem. Nie chcę mówić, że ten był zły, był dobry, dużo mnie nauczył, na wiele otworzył mi oczy, zdobyłam dzięki niemu nowe doświadczenia. I, a może przede wszystkim ciesze się, że był. Dawno temu, powiedziałam sobie, że chcę żyć tak, by nigdy niczego nie żałować. I nie żałuję, chcę iść naprzód.
Pomyślicie, że jestem totalną optymistką. Ależ nie. Dziś - na chwilę obecną jestem realistką, która patrzy w przyszłość, nie w przeszłość. Ten stan pewnie niedługo ulegnie zmianie, ale chcę się nim cieszyć dopóki jest, dopóki trwa. Jestem szczęśliwa. Sama.