czwartek, 23 września 2010

Ulotna chwila.

Jest źle. Z ludźmi, z którymi mam spędzić następne dwa lata mam dobry kontakt, ale zaczynają mnie irytować. Męczą mnie i nudzą. A minął dopiero niecały miesiąc, nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć, bo odizolować się od nich nie mam możliwości. Chce chodzić do tej szkoły regularnie i chyba mam problem...
Mam tylko nadzieję, że wszystko się ułoży.

A teraz nadchodzą złe dni, przynajmniej dzisiejszy taki był. Jutra nie znam. Nadejdzie za pewną chwilę.  A na ten czas położę się spać. Jakoś siły mnie opuszczają. Czyżby bateryjki szczęścia się rozładowały?

Psiakrew!

na krótko.

- Co mam robić?
- Zamknij oczy i pomyśl, że jesteś na prerii.
- Działa.

Jeden z dialogów w filmie Skazany na bluesa pomiędzy Indianerem a Ryśkiem. Swoją drogą uwielbiam ten film. Każdy można do tych słów, dobrać swoje własne znaczenie. I każde będzie trafne.

Na ten czas idę na się na chwilę położyć. Szkoła męczy. Zwłaszcza cztery anatomie pod rząd.... ale jest dobrze.

niedziela, 19 września 2010

Każdy z nas jest inny.

Patrzę w lustro. Przez kilka chwil zastanawiam się kim jest owa kobieta po drugiej stronie. Bo to przecież nie ja. Po chwili jednak uświadamiam sobie, że ta twarz należy do mnie. Zmiana fryzury jednak daje wiele. Uśmiecham się, bo przecież sama tego chciałam. Nie powiem, że nie tęsknie za dawnymi kudełkami, ale zmiany są dobre. Wynikają z chęci zobaczenia czegoś w innym świetle, w inny sposób. Ja postrzegam tak swoje życie. Każdy w pewnym momencie potrzebuje nowości, świeżości. Oczywiście nadal mam nawyk przeczesywania dłonią włosów w celu ich ułożenia, nie używałam 6 lat grzebienia, wolno mi! Nadal kiedy kładę się do łóżka chcę położyć dredy do góry, żeby było wygodnie, ale nie ma ich, leżą sobie wygodnie w pudełku i czekają, może na doczepienie kiedyś, kiedyś. Chociaż wątpię w to, praca nie będzie mi pozwalać na taką fryzurę. Dla swojego bezpieczeństwa i innych ludzi. Więc staną się dobrym wspomnieniem, magiczną chwilą, będą przywoływać te czasy, które pomimo wielu złych chwil, uwielbiam.

Zmiany są dobre, czekam na więcej.

Wracam do sprzątania, bowiem przez te kilka dni niewychodzenia z domu, w moim pokoju nagromadziło się wiele brudu, o kupie włosów wszędzie nie wspomnę. A później zabiorę się za psychologię i anatomię... wieczór będzie miły. Wierzę w to. Miłego dnia wam życzę.

A jaką barwę ma Twój dzień człowieku?

Zmieniam się. Każdego dnia po trochu. Od wczoraj męczę się z rozczesaniem dredów na głowie i idzie mi to coraz lepiej. Znów dotykam prostych włosów, jak dawniej. Cofam się? Ależ nie, w żadnym wypadku. Idę naprzód. Z coraz bardziej podniesioną głową, nie, nie jestem zadufana, podnoszę oczy ku górze, podziwiam widoki, chłonę kolory i zapach napotkanych ulic, miejsc, ludzi. Uśmiecham się do nich. I pewnie niektórzy mają mnie za wariata, a niech mają! Na zdrowie im! Ja tylko czuję, że znów żyje, że wchłaniam otaczający mnie świat i oddaje więcej ciepła, miłości, śmiechu. Uczę się na nowo patrzeć oczami dziecka, dziwić się każdemu napotkanemu kamykowi na chodniku, podziwiać białe obłoki na niebie i wyobrażać sobie czym są. Dla mnie chwile mają barwę i smak oranżady, napoju, który przypomina mi dzieciństwo, czas, których kocham.

A jaką barwę ma Twój dzień człowieku?
Zostawiam Cię z tym pytaniem samego, a ja wracam do mojej głowy ; )

piątek, 17 września 2010

Codzienny uśmiech.

Każdy mój dzień ostatnimi czasy jest pełen szczęścia, takiego zwykłego, codziennego, nie zawaham się nawet użyć słowa, szarego. Bo ostatnio choć nic się szczególnego nie dzieje, ja się uśmiecham, mam energię, mam chęć by iść dalej. Połaszę się nawet o stwierdzenie by się uczyć! Tak moi drodzy. W końcu poszłam tam gdzie chciałam, uczę się tego co chce i co chciałabym robić w życiu, w przyszłości. Więc dlaczego nie mam być pełna zapału? Myślę, że każdy z nas powinien odnaleźć swoją życiową drogę by móc się spełnić. Dla mnie będzie to ratowanie życia, praca w karetce, lub górach. Wiem, wiem, płaca marna, status moralny także niewielki, bo przecież ratowników się nie docenia. Mają szybko przyjechać, mają pomóc, a resztę się ma w dupie. A jak zrobią uchybienie to jest krzyk, wiele krzyku. Ale chcę to robić, bo nie wyobrażam sobie czegoś całkowicie innego. I naprawdę, naprawdę polecam wam przemyślenie swoich życiowych celów. Nawet jak dzisiaj z tej perspektywy wydają się odległe, niewyobrażalne, dalekie lub niewykonalne, to starajcie się z całych sił spełnić je. Bo tylko życie, w którym spełniamy swoje aspiracje i marzenia jest warte przeżywania i egzystencji.
To wracam do uczenia się prawa. A was zapraszam do przesłuchania utworu, który od kilku dni chodzi mi po głowie.

czwartek, 16 września 2010

Witam serdecznie.

Poczułam niedawno, że muszę coś zmienić. Zaczęłam więc od tak błahej rzeczy jak porządek w swoim pokoju. Zrobiłam generalne sprzątanie, poprzestawiałam kilka rzeczy, powyrzucałam te, które są mi już niepotrzebne. Ale tu pojawiły się wspomnienia, zdjęcia, zapiski, listy, mapy, rysunki, bilety, rachunki... nie mogę ostatnio od tego uciec. Ale już mniej się boje stawić im czoła.
Oprócz porządku w pokoju, poukładałam, myślę, że poukładałam swój burdel uczuciowy w głowie i sercu. I chyba w jakiś sposób odetchnęłam dziś pełniejszą piersią niż na co dzień. Cieszę się... Bowiem zamknęłam pewien niedomknięty rozdział w swoim życiu. Postawiłam w końcu kropkę tam, gdzie powinna ona zostać postawiona już dawno. I śmiało mogę powiedzieć, że otwieram nowy. Czy będzie lepszy? Tego nie wiem. Nie chcę mówić, że ten był zły, był dobry, dużo mnie nauczył, na wiele otworzył mi oczy, zdobyłam dzięki niemu nowe doświadczenia. I, a może przede wszystkim ciesze się, że był. Dawno temu, powiedziałam sobie, że chcę żyć tak, by nigdy niczego nie żałować. I nie żałuję, chcę iść naprzód.
Pomyślicie, że jestem totalną optymistką. Ależ nie. Dziś - na chwilę obecną jestem realistką, która patrzy w przyszłość, nie w przeszłość. Ten stan pewnie niedługo ulegnie zmianie, ale chcę się nim cieszyć dopóki jest, dopóki trwa. Jestem szczęśliwa. Sama.