chyba nigdy nie myślałam, że życie może stać się tak bardzo ciche, smutne i puste.
wtorek, 25 października 2011
niedziela, 23 października 2011
piątek, 21 października 2011
Tanie romansidła.
(...)
Włożyła rękę do kieszeni, poczuła znajomy, gładki kształt. Wyjęła podarowany zeszłej jesieni przez Niego kasztan. Obracała go wolno w rękach. Biło od niego ciepło, a przecież na dworze temperatura była minusowa. Jej dłonie także były zimne, a jednak czuła ciepło. Czy to jego serce tam daleko grzeje tego kasztana właśnie dla niej?
czwartek, 20 października 2011
nieuniknione.
Mówił Jej:
- Mała, czasem trzeba coś stracić by móc to docenić,
ale pamiętaj, że wtedy może być już za późno, by to odzyskać. Chodź Mała spać.
wtorek, 18 października 2011
oczyszczam siebie.
czasami wydaje mi się, że składam się z samych łez. słonych, wielkich, niepowstrzymanych, które płyną wartkimi strumieniami prosto z mych zaczerwienionych oczu i spadają, tworząc wielkie oceany na moich ubraniach. to przez hormony, to przez PMS, tłumacze sobie, zalewając się kolejnymi kroplami bez żadnej ważnej przyczyny.
nawet gdy uciekam...
Nie zapomnij o mnie, nie zapomnij zwłaszcza teraz gdy pora roku przybiera barwę moich włosów, gdy dłonie skostniałe z zimna pragną ciepła Twoich warg, gdy wiatr targa rzęsami i łzawi oczy. Gdy ranek, przestaje być rankiem a wciąż jest nocą, ciemną i samotną, przez którą idę otulając się płaszczem najlepszych wspomnień o Tobie. Teraz gdy bardziej jestem tu nie tam, teraz gdy trwam w swoich postanowieniach.
Nie zapomnij o mnie, nie zapomnij...
piątek, 14 października 2011
jeżeli kiedyś zechcesz ze mną wyruszyć w tę drogę - po prostu złap mnie za rękę i podążaj obok.
Mówił Jej:
- Mała, nowe buty trzeba rozchodzić zanim się wyruszy w długą podróż, czasami do mocnych ran,
by potem móc wygodnie iść. A miłość jest podróżą w nieznane, ale bezpiecznie światy... Chodź Mała spać.
wtorek, 11 października 2011
o pierdołę.
tak niezwykle mało potrzeba aby spokój
wypracowywany przez lata
prysnął w sekundzie niczym bańka mydlana
bum!
poniedziałek, 10 października 2011
niedziela, 9 października 2011
mieszkam w słowach.
czuje się przeźroczysta, jakbym sama sobą nie była, jakbym nie była nikim, bez tożsamości. przelewam się, bez formy jak woda, szukam odpowiedniego naczynia by w niego wlać się i przybrać jego kształt. czuje jakbym znów się zgubiła.
płynę rzeką słów. obfitym potokiem, który wypływa z moich ust, oczu, nosa, uszu. wynurzam głowę z tych liter i zdań, łapczywie łapiąc powietrze. wymachuję rękami i nogami niczym najlepszy pływak na olimpiadzie, ale czy ocean da się przepłynąć? tracę siły i nadzieję, że ląd się pojawi.
tonąć, zatonąć, utonąć. wreszcie umrzeć. pod słowną wodą haustami łapię oddech, wyrazy napływają w moje usta. połykam je. zamykam oczy i zasypiam. na zawsze.
przybrałam nową formę.
jestem słowem.
piątek, 7 października 2011
strach
Zapytałeś mnie kiedyś:
- Wyobrażasz sobie życie bez niego?
- Nie. On będzie jeszcze długo żył.
Odpowiedziałam.
Po tym miał wypadek.
Przeżył
Ogłuchł.
Nauczyłam się rozmawiać z nim poprzez gesty.
Znów było dobrze.
Zapytałeś mnie ostatnio:
- Wyobrażasz sobie życie bez niego?
- Nie. Przeżył wypadek, wciąż tu jest, on będzie żył.
Odpowiedziałam.
Po tym trzeba go oddać do schroniska.
Stał się agresywny.
Nie potrafię już się sprzeciwić.
Są na świecie sytuacje, kiedy kogoś bardzo się kocha, ale dla dobra ogółu, trzeba przestać się z nim spotykać.
Nie umiem wyobrazić sobie, że Batona już nie będzie.
Ale będę musiała.
Już nie przyjdę do domu i nie powita mnie wesołe merdanie ogonem.
Już nie wtulę się w jego ciepłą sierść w złych chwilach.
Już nie poczuję mokrego języka na twarzy, który dziękował za wszystko.
Dlaczego?
Spędziłam z nim 2 lata.
Czy da się tak po prostu zapomnieć?
2008
Kocham i się boję, przez co nie wiem co robić, rozum mówi jedno, serce drugie, wybór jest cholernie trudny, ale kiedyś trzeba go w końcu podjąć. Zwłaszcza, że i tak już sporo czasu dostałam od losu w prezencie. Ale czy potrafię kogoś zabić? Nawet jeżeli dla niektóry to tylko pies. Dla mnie zaś, to zwierzak, którego kocham. Boję się, znów, tym razem czegoś zupełnie innego i tym razem mam zupełne prawo do tego, by się lękać. Zawsze musi być pod górkę, nawet jeżeli wydawałoby się, że przeciwności losu odwróciły się ode mnie. Zastanawiam się czy decyzja, jakakolwiek by nie była, okaże się potknięciem o kłody losu, a poranione kolana, po upadku nie pozwolą wstać i iść dalej.
Co wtedy? Kim wtedy się stanę? Lub bardziej czym?
środa, 5 października 2011
niedziela, 2 października 2011
Ulepiona z tej samej gliny...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
