czwartek, 23 grudnia 2010

Przeźroczysta płynna kulka, mieniąca się tęczą barw.

Bańki, bańki, bańki.
Erry jak pięknie, że przypomniałeś mi o ich istnieniu w ten zimowy wieczór.
Czuję na ich wspomnienie, łaskotający w nos promyk słońca. Radość oczu, już nie dzieci - ciałem, ale dzieci - duchem.
Bieganie i dmuchanie w plastikowe kółko nasączone płynem. Ileż w tym prostoty, a ileż szczęścia. Byłam wtedy na przekór sobie szczęśliwa.
Mam nadzieję, że maj będzie dla mnie już zawsze czasem zabaw, śmiechu, radości, szczęścia, nawet gdy czasem wspomnienie niesie smutek. Mam nadzieję, że zawsze obce twarze będą patrzyły na mnie z tą samą serdecznością, nawet jeśli mamy różne, inne języki, uśmiech jest przecież ten sam, a tak mało kosztuje!
Śmiejmy się więc, śmiejmy się do oporu. Uśmiechajmy się do ludzi na ulicy, do rodziny, znajomych... jutro przecież dla niektórych taki ważny, świąteczny czas, cieszcie się. Niech uśmiech nie zgubi się wśród zapachu potraw, wśród gwaru rozmów, wśród łamania się opłatkiem i wyczekiwania na prezenty.
Ja uśmiecham się teraz... czując ciepło tego maja. Zakochałam się w maju. Dziękuje H.!


poniedziałek, 20 grudnia 2010

grudzień, srudzień.

Nie lubię świąt!
Nie lubię świąt bez choinki, bez zapachu piernika i pomarańczy.
Nie lubię świąt bez zimy, bez śniegu i lepienia bałwana.
Nie lubię świąt bez kolęd, bez szczerych życzeń i wyczekiwania na gwiazdkę.
Nie lubię świąt bez rodziny, bez stołu z dwunastoma potrawami i prezentów.
Nie lubię świąt!

I nie polubię!

niedziela, 19 grudnia 2010

Historia jednej znajomości.

Jak to jest, że obcy ludzie stają się w jednej chwili tak bardzo nam bliscy? 
I jak to się dzieje, że ci bliscy, w sekundzie odchodzą, wyrzucamy ich z pamięci, są odlegli naszemu sercu?

Znów wspominam. Zupełnie przez przypadek włączyłam historię z gadu-gadu, które mam u mamy, zaczęłam czytać... uświadomiłam sobie, ilu ludzi straciło ważność, przedawnili się, przeterminowali, i choć określam ich bardzo rzeczowo, wręcz stawiam na półce jako produkt, który gdy się zepsuje można zwyczajnie wyrzucić, to nie myślę tak o ludziach. Bardzo chciałabym nadać im znów ponownie świeżość, nie, nie przeżywać to wszystko jeszcze raz, po co znów czuć smutek, gniew, przeżywać porażkę? Chciałabym poczuć coś nowego, ale nie chcę - zaprzeczenie samej siebie, wiem. Ale wiem też jak boli rozczarowanie i choć chciałabym, nie chcę...

Myślałam, że o nim zapomniałam, nie wspominałam, nie rozmyślałam, ale ta historia rozmów... sięgam pamięcią do ostatniego spotkania, luty, Katowice, przejście obok siebie przez zupełny przypadek, a może nic nie jest przypadkowe? Sekundowe spojrzenie sobie w oczy i zwieszenie głowy, pamiętam, że czułam wtedy zupełnie negatywne uczucia do niego, że zabolało mnie brak reakcji, jakiejkolwiek z jego strony, choć nie wiem sama czy chciałabym mieć z nim jeszcze cokolwiek wspólnego. To takie skrajne emocje, był bliski, zdobyłam coś dzięki niemu, ale... niszczył mnie sobą. 

Po co więc do tego wracam? 
No właśnie... bo jest jedna rzecz, którą będę pamiętać do końca i która mi go przypomina.
Zapach - bo wiecie... on tak pięknie pachniał wiatrem...

sobota, 18 grudnia 2010

Zapach.

Obok mnie stoi zapalona świeczka. Lubię świeczki, stwarzają atmosferę przy której dobrze mi się myśli. Ta jest na te ostatnie naście. Pali się przyjaźnie i pachnie świętami, pachnie choinką, piernikiem, pachnie śniegiem i mrozem, lepieniem bałwana i lampkami na choince. Pachnie świątecznym makowcem i kruchym opłatkiem. Pachnie rodzinną atmosferą, choć nie wiem jak taka atmosfera pachnie, ale coś mi podpowiada, że właśnie tak. Pachnie w końcu tym cholernym świątecznym szczęściem, oczekiwaniem, napięciem, radością. Pachnie bliskością i serdecznym słowami. Uświadamiam sobie, że nigdy nie lubiłam świąt, bo ich nie poznałam. Dałeś mi wraz z tą świeczką magiczną chwilę poznania!

środa, 15 grudnia 2010

Ztratil jsem se.




Za dva dny jdu do Česká republika. Nemám rád tuto zemi. 
Tam je, nicméně, další vzduch. Ostatní lidé, jiný jazyk. 
A možná jiný mě?

Potřebuju pauzu od školu, přátele, domov, Polsky.
Chodit na zahraniční obchody ulicích a domech. Najdu si sám znovu. 
Přišel jsem zpátky.






Pierwszy raz napisałam coś po czesku. Pewnie jest masa błędów. Nieważne. Choć czuję się jak na tym zdjęciu 'jak to się obsługuje?' to cieszę się, że wyszło z tego, to co wyszło. :)

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Oddech.

Jeszcze tydzień,
jeszcze 4 dni,
jeszcze 97 godzin,
jeszcze tysiące zaliczeń,
jeszcze śpiąca podróż,
jeszcze wysiadanie na dobrej stacji w tym obcym świecie
jeszcze tylko wytrwać i...


uciekam! 
I znów odetchnę pełną piersią.!

wtorek, 7 grudnia 2010

multum

Za dużo wrażeń, 
za dużo uśmiechów, 
za dużo ciepła, 
za dużo uścisków, 
za dużo emocji, 
za dużo ludzi, 
za dużo nowości,
za dużo...






...stałam się pusta i niebywale smutna.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

6 grudnia - a Ty wierzysz w magię?

Przyszedł do mnie Mikołaj. Zastukał lekko w drzwi i czekał cierpliwie na progu. Otworzyłam mu, wszedł i uśmiechnął się smutno. Miał taką zmęczoną twarz. Zaprosiłam go na herbatę. Siedział w moim ulubionym fotelu i opowiadał mi o świętach. Opowiadał mi o swojej pomocy, o małych prezentach ofiarowanych ludziom. Opowiadał o widoku zawiedzionych oczu, o niespełnionych nadziejach. Płakał cicho, a łzy kapały do filiżanki. Próbowałam go pocieszyć. Mówiłam, że ludzie się zmieniają, że chcą więcej, że wciąż więcej. Żeby się nie przejmował, że są tacy co to docenią. Ale on wciąż płakał, zalewając mój zielony, pluszowy dywan. A ja jedyne co mogłam zrobić, to dosypywać kolejne łyżeczki cukru do jego truskawkowej herbaty, którą solił nagminnie łzami....