Ostatnimi czasy sporo podróżuję. Kieszenie pękają wypełnione biletami, rachunkami, papierkami po batonikach i daniach, zwanych szybkimi. Lubię podróżować, choć pociągi mogą się znudzić, to warto czekać na dojazd do miejsca docelowego. Nie zawsze na peronie ktoś czeka, ale wiem, że niecierpliwe wyczekiwanie, nieskrywana radość, uścisk, wtulone ciepłe ciało do twojego, buziak w policzek to wystarczająca nagroda, warta godzin spędzonych w podróży.
Jednak.
Uświadomiłam sobie także, że to ja przyjeżdżam, to ja odwiedzam, to ja się spotykam, ja mieszkam u kogoś, przebywam z kimś, nie na odwrót. Kiedy ktokolwiek mnie odwiedził? Kiedy przyszedł/przyjechał/przyleciał/przypłynął/przybiegł niespodziewania na kawę, na rozmowę, na lody, na... mnie? Dlaczego tylko ja przychodzę/nachodzę/przyjeżdżam/przeszkadzam/burzę spokój/zostawiam zapach i odchodzę? Dlaczego?
bo nie zapraszasz?
OdpowiedzUsuńale nie bronię. uważam, że nie muszę. jestem w Polsce/w Sosnowcu, jesteś w DG wbijaj. zawsze to działało na tej zasadzie.
OdpowiedzUsuń