Wracam. Dokąd? Do rzeczywistości, której nawet nie lubię, do mieszkania, w którym jedyną moją i zarazem najintymniejszą strefą jest pokój z lat dziecięcych, jednak nawet w nim nie do końca oddycham pełną piersią; na studia, które nie potrafią mnie do końca pochłonąć. Na stare śmiecie, które dawno temu straciły swe znaczenie w moim sercu. Zapytałeś mnie ostatnio gdzie jest moje miejsce i okazało się, że tak naprawdę go nie mam, nie posiadam, żyję to tu, to tam, nie zapuszczając nigdzie korzeni. Ciągłe rozjazdy i powroty, ciągle w podróży, która nie ma swojego głębszego sensu i celu. Jeszcze niedawno łudziłam się, że stanęłam w końcu, w miejscu, ale to mrzonka, moje życie to jedynie ucieczka, powolne przemieszczanie się z różnych punktów do kolejnych, w których na choć chwilę można złapać oddech i wytchnienie. Kim Ty właściwie dla mnie jesteś? Gdzie w tej pokręconej rzeczywistości stoisz, gdzie się znajdujesz? Myślałam, że jesteś wszystkim - nie, nie jesteś. Kiedyś to do Ciebie uciekałam, byłeś oazą, ostoją, Twoje ramiona były bezpieczną przystanią. Ostatnio, to od Ciebie uciekałam. Co się zmieniło w nas? Nauczyłam się cierpliwości do Ciebie, Ty ją straciłeś. Otworzyłeś dla mnie swój świat, a kiedy do niego weszłam, powolnie wypychasz mnie za drzwi. Zamiast zrozumienia, jest frustracja. Zamiast uśmiechu - złość. Każdą swoją porażkę, gdy jestem przy Tobie, zwalasz na moją obecność. Swoje dziwne zachowanie, usprawiedliwiasz przyzwyczajeniem, minęły dwa lata, nie przywykłeś jeszcze do mnie? Rozmowy o niczym, kończą się kłótnią o coś. Nie tak wygląda miłość. Miłość. A właściwie... kochasz mnie w ogóle?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz