Śniło mi się, że nie ma nas, że przestaliśmy istnieć, nie tworzyliśmy już duetu. To jedno z tych uczuć, które gwałtownie wyrywa ze snu. W nocy rzeczywistość jest inna, a ja nie byłam w stanie uświadomić sobie czy sen nie stał się jawą. Nie leżałeś obok, nie było Cię na wyciągnięcie dłoni. Właściwie... tak rzadko bywasz. Czasami odnoszę wrażenie, że jesteś jedynie marzeniem siedzącym w mej głowie, że wcale nie istniejesz, że w całym bezsensie tego świata, zrodziłeś się z przebłysku mej dobrej myśli, jak ogień oświetlający ciemność, bym przestała się lękać. Jednak tej nocy nie mogłeś mnie obronić, tej i wielu poprzednich z tym samym snem. Kolejny raz huczy w głowie pytanie kim jesteś, kim dla mnie, kim w moim świecie, kim obecnie. Znów stajesz się dobrą myślą, bezpieczeństwem, mimo strachu, strachu oplatającego szczelnie me życie od pewnego czasu ciągle i bezustannie, w dzień i w nocy... A nocą bardziej się boje. Jestem wtedy bezbronna, a noc nie znosi słabych. Sen nie daje ukojenia, przebudzenie daje niepewność. Chciałabym by wszystko się już wyjaśniło. Chciałabym być pewna. A życie kolejny raz pokazuje, że gdy ma się jakieś plany wobec niego,
skutecznie je odwoła, zniszczy, wypleni z głowy. Brutalnie i bez żadnych kompromisów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz