Pamiętasz jeszcze naszą rozmowę w busie mknącym w moje pierwsze RURowe szkolenie? Pewnie nie pamiętasz, wszak minęły równe trzy lata, ale kiedy zapytałeś jak się mnie zdobywa, prócz bycia obok mówiłam, że trzeba pozwolić mi uciec. Zapomniałeś już o tym całkowicie, za każdym razem złoszcząc się na moją naturę. A szkoda, bo natury nie powinno się oszukiwać i tłamsić w sobie. Chyba się zmieniłam, stałam się bardziej zamknięta w sobie, bardziej samotna, bardziej lubiąca przebywać sama ze sobą, nie wiem czy to Twoja sprawka, czy moja. Ale zupełnie nie jest mi z tym źle. Ostatnimi czasy ciągle śnie o podróżowaniu w nieznane, wyciąganiu kciuka na poboczu drogi, ciągłej wędrówce z plecakiem na plecach, odnajdywaniu w tym sposobu na życie. Niedługo będę musiała podjąć ważną decyzję, zostało mi tylko kilka miesięcy. Co dalej? Jak żyć? Gdzie żyć? Z kim żyć? Piszę o tym akurat dzisiaj, bo to dobry dzień na podsumowanie wielu spraw, taka jakby rocznica początku naszej znajomości, choć wiem, że było to dużo wcześniej, jednak to właśnie w ten dzień, zaczął się jakiś inny jej etap, wyższy level. Nie wiem co ze sobą poczynić, jakie kroki, w którą stronę. Dróg jest wiele, wszystko zależy ode mnie - wiem, ale to nie łatwe. Gdyby tylko nie tłamsił mną strach, nie zgniatał marzeń... ale boję się tak potwornie, że właściwie już nie mam pragnień. Znów staje się nikim, bez formy... i zdecydowanie za dużo pije, byle tylko nie myśleć. Przepraszam
T. za to, że to ja
nie umiem być.
Hrubieszów 15.02.11
(dzień wcześniej jechaliśmy na to szkolenie)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz