środa, 18 września 2013

Wie(c) Sosno, że...

Kolejny raz wracam. I kolejny raz zupełnie nic nie czuję do tego miejsca. Tak, jakbym zbudowała sobie w głowie wielką skrzynię i wrzuciła do niej wszystkie wspomnienia. Tak, jakbym nie przeżywała tu żadnych pięknych chwil, żadnych ciekawych dni, jak gdybym nie spotkała tutaj nikogo mojego. To nieprawda. To miejsce dało mi wiele, jednocześnie odbierając z nawiązką, wiele mnie także nauczyło. Nikt nie skopał mi tyłka tak boleśnie, jak to leśne z nazwy miasto. Tutaj hartowałam ducha, doznawałam najgłębszych ran, nauczyłam się kochać innych ludzi, gdy nie umiałam siebie (w zasadzie po dziś dzień nie potrafię). W końcu to tutaj nauczyłam się siebie. Właściwie, to południowe miasto, dało mi ludzi, a ludzie dali mi wszystko pozostałe. Na tym koniec. Dla mnie może zniknąć z mapy, nie zauważyłabym nawet. Kocham Polskę, ale Polska nie jest tutaj. Być może dopuszczam się haniebnego czynu, wyrzekam się pochodzenia. Jednak wolę o sobie myśleć, iż po prostu jestem obywatelem, przecież nie chodzi o to skąd się jest, a kim się jest. Pytałeś mnie przed ostatnim pożegnaniem, kolejny zresztą już raz, gdzie jest moje miejsce. Kochany! Ja go nawet nie szukam. Nauczę się żyć wszędzie, ale dłużej nie wyobrażam sobie tutaj istnieć. To miasto jest dla mnie wypłowiałe, pozbawione emocji i siły. Poświęcam mnóstwo energii, by w każdą wolną chwilę uciec, byle dalej od zapomnienia. Jednak wiem, że gdybym potrzebowała swojego miejsca, to na pewno nie byłoby to tu. Zawsze wydawało mi się, że otaczam się podobnymi sobie myślowo ludźmi. Ludźmi niczym liście rzucone wiatrem, podążających w sobie tylko znanym kierunku. Ludźmi bez korzeni, nieprzywiązanych, wolnych. Nawet nie wiesz, jak się myliłam. Znam ludzi, którzy kochają przynależeć, którzy odkryli jak mocno pragną znaleźć ten swój punkt na świecie. Może i ja to kiedyś w sobie odkryje? Tęsknotę za stałością, stabilnością, pragnienie bycia w jednym miejscu przez długi, długi czas, może całe życie. Jednakże na razie pragnę się stąd wyrwać. Iść nie oglądając się za siebie, na miasto bez marzeń. Pragnę odejść, a im bardziej tego chcę, tym dłużej będę musiała jeszcze tutaj trwać.

2 komentarze:

  1. Wyrzekać się pochodzenia z takiego miasta to nie wstyd ;P (przepraszam, musiałam... mały troll w mojej głowie kazał mi to napisać ;)
    a tak poważniej - to zdaję się czuć dokładnie to samo. od dłuższego czasu czuję się jakoś 'pomiędzy', a 'swoje miejsce' odczuwam bardziej jako bliskość osób, niż konkretny punkt w przestrzeni.

    A skoro od października wracamy do tego smutnego miasta na es, to żeby ożywić trochę czas poza obowiązkami, zapraszamy na dobrą herbatę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meg za herbatę bardzo dziękuję, ale zobaczyłam mój plan zajęć. Nie wiem nawet czy będę w stanie dojeżdżać codziennie do domu i czy to ma sens, taki jest wspaniały. Także na herbatę bardzo, bardzo chętnie, ale ja nie mam na to zwyczajnie czasu.

      Co do przynależności do ludzi, tak, to także kiedyś odczuwałam, ale na dzień dzisiejszy zniknęło.

      Usuń