wtorek, 9 listopada 2010

H. 'Spięty' D.

Pomyśl sobie, że są magiczni ludzie pośród nas i sobie gdzieś tam po cichu żyją, a swoją osobą sprawiają, że wychodzi uśmiech na twarzach innych, choć może nawet nie zdają sobie z tego sprawy.

- No i jak było? Dał radość?
- Były łzy, łzy szczęścia, zaskoczenia, wzruszenia. Był śmiech i wielkie brawa na stojąco. I była magia, ja... ja nie potrafię opisać tego koncertu słowami. Tam trzeba było być, słyszeć, widzieć, przeżyć. Nawet na koncertach Lao nie ma takiej magii, jaka tutaj się wytworzyła. Może to także poprzez bliskość, kontakt my - on, rzucanie półsłówek, hasełek i to, że widziałam każdy grymas na jego twarzy, błysk w oczach i ten zniewalający uśmiech satysfakcji. To, że podczas utworów on był w swoim świecie, a ja w swoim, łączyła nas muzyka. A kto wie, może nasze światy wtedy były łudząco podobne?
- Zyta czy ty się słyszysz w ogóle? Opowiadasz o jakiejś pełni szczęścia, utopii.
- Jestem szczęśliwa, jestem naładowana, nabuzowana pozytywną energią. Tyle emocji we mnie siedzi, tyle uczuć, tyle gorących myśli. I taka siła, że czuję iż mogę zbawiać świat. A co piękniejsze. Powiedziałyśmy mu to, co dał nam koncert, podziękowałyśmy. A on co? Błysnęły mu oczy, zawstydził się ślicznie i odrzekł: a ja dziękuję, że mogłem tu grać, bo grało mi się nadzwyczaj świetnie.  I choć może mówi to wszystkim, to ja mu uwierzyłam.
- To pewnie kontakt i emocje były prawdziwe, niektórych rzeczy nie warto udawać.
- I wiesz, on to robi dla emocji, nie dla pieniędzy.
- Mów więcej, niedługo będzie moim idolem.

Emocje, euforia, nierealne, idealne szczęście. I to uczucie, że serce wręcz pali się ogromnym natłokiem wspaniałych uczuć. I choć to minie, bo musi minąć (przecież wszystko co dobre mija), to cieszę się tym. Nauczyłam się cieszyć szczęściem. Zaczęłam doceniać, że przychodzi do mnie na tę parę chwil. I to jest piękne.

- Jesteś zajebisty.
- Nie.
- Jesteś i ... dziękuję.
- (uśmiech)

ta satysfakcja w nim wyraziła więcej niż jakiekolwiek słowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz