Bańki, bańki, bańki.
Erry jak pięknie, że przypomniałeś mi o ich istnieniu w ten zimowy wieczór.
Czuję na ich wspomnienie, łaskotający w nos promyk słońca. Radość oczu, już nie dzieci - ciałem, ale dzieci - duchem.
Bieganie i dmuchanie w plastikowe kółko nasączone płynem. Ileż w tym prostoty, a ileż szczęścia. Byłam wtedy na przekór sobie szczęśliwa.
Mam nadzieję, że maj będzie dla mnie już zawsze czasem zabaw, śmiechu, radości, szczęścia, nawet gdy czasem wspomnienie niesie smutek. Mam nadzieję, że zawsze obce twarze będą patrzyły na mnie z tą samą serdecznością, nawet jeśli mamy różne, inne języki, uśmiech jest przecież ten sam, a tak mało kosztuje!
Śmiejmy się więc, śmiejmy się do oporu. Uśmiechajmy się do ludzi na ulicy, do rodziny, znajomych... jutro przecież dla niektórych taki ważny, świąteczny czas, cieszcie się. Niech uśmiech nie zgubi się wśród zapachu potraw, wśród gwaru rozmów, wśród łamania się opłatkiem i wyczekiwania na prezenty.
Ja uśmiecham się teraz... czując ciepło tego maja. Zakochałam się w maju. Dziękuje H.!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz