Przyszedł do mnie Mikołaj. Zastukał lekko w drzwi i czekał cierpliwie na progu. Otworzyłam mu, wszedł i uśmiechnął się smutno. Miał taką zmęczoną twarz. Zaprosiłam go na herbatę. Siedział w moim ulubionym fotelu i opowiadał mi o świętach. Opowiadał mi o swojej pomocy, o małych prezentach ofiarowanych ludziom. Opowiadał o widoku zawiedzionych oczu, o niespełnionych nadziejach. Płakał cicho, a łzy kapały do filiżanki. Próbowałam go pocieszyć. Mówiłam, że ludzie się zmieniają, że chcą więcej, że wciąż więcej. Żeby się nie przejmował, że są tacy co to docenią. Ale on wciąż płakał, zalewając mój zielony, pluszowy dywan. A ja jedyne co mogłam zrobić, to dosypywać kolejne łyżeczki cukru do jego truskawkowej herbaty, którą solił nagminnie łzami....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz