niedziela, 19 grudnia 2010

Historia jednej znajomości.

Jak to jest, że obcy ludzie stają się w jednej chwili tak bardzo nam bliscy? 
I jak to się dzieje, że ci bliscy, w sekundzie odchodzą, wyrzucamy ich z pamięci, są odlegli naszemu sercu?

Znów wspominam. Zupełnie przez przypadek włączyłam historię z gadu-gadu, które mam u mamy, zaczęłam czytać... uświadomiłam sobie, ilu ludzi straciło ważność, przedawnili się, przeterminowali, i choć określam ich bardzo rzeczowo, wręcz stawiam na półce jako produkt, który gdy się zepsuje można zwyczajnie wyrzucić, to nie myślę tak o ludziach. Bardzo chciałabym nadać im znów ponownie świeżość, nie, nie przeżywać to wszystko jeszcze raz, po co znów czuć smutek, gniew, przeżywać porażkę? Chciałabym poczuć coś nowego, ale nie chcę - zaprzeczenie samej siebie, wiem. Ale wiem też jak boli rozczarowanie i choć chciałabym, nie chcę...

Myślałam, że o nim zapomniałam, nie wspominałam, nie rozmyślałam, ale ta historia rozmów... sięgam pamięcią do ostatniego spotkania, luty, Katowice, przejście obok siebie przez zupełny przypadek, a może nic nie jest przypadkowe? Sekundowe spojrzenie sobie w oczy i zwieszenie głowy, pamiętam, że czułam wtedy zupełnie negatywne uczucia do niego, że zabolało mnie brak reakcji, jakiejkolwiek z jego strony, choć nie wiem sama czy chciałabym mieć z nim jeszcze cokolwiek wspólnego. To takie skrajne emocje, był bliski, zdobyłam coś dzięki niemu, ale... niszczył mnie sobą. 

Po co więc do tego wracam? 
No właśnie... bo jest jedna rzecz, którą będę pamiętać do końca i która mi go przypomina.
Zapach - bo wiecie... on tak pięknie pachniał wiatrem...

4 komentarze:

  1. luty? katowice? o kim mowisz?

    OdpowiedzUsuń
  2. o kimś kto kiedyś istniał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje słowa padają niezwykle blisko moich myśli i uczuć. Ludzie i słowa mają więc datę ważności?

    OdpowiedzUsuń
  4. W jakiś sposób mają. Myślę, że wszystko zależy od stopnia zażyłości, bliskości i znaczenia.

    OdpowiedzUsuń