wtorek, 19 kwietnia 2011

Senne rozmowy.

- Bije od ciebie i piękno, i talent.
- Talent? - zapytałam.
- Owszem. Myślisz, że ja - starsza kobieta potrafiłabym rozmawiać tak bez przeszkód z każdym jak czynię to z tobą? Mylisz się. Podoba mi się inteligencja bijąca z twoich oczu... - ciągnęła, ale już słyszałam jej słowa jak za mgłą. Skupiając swój umysł do wysiłku o 4.30 nad ranem w pociągu mknącym przez ciemność w dal.
- ... i ta twoja uroda. Piękna jesteś nawet teraz, obudzona w środku nocy, potargana i zaspana. Pewnie wianuszek mężczyzn nie opuszcza cię nawet na krok, ale ty wybierzesz i tak tego niedostępnego...
- Nie. - przerwałam chłodno. - Samotność.
- Podnieś głowę, spójrz mi w oczy i powiedz to jeszcze raz.
- Sam...o... - z niewiadomych przyczyn słowo ugrzęzło w gardle. - Samotn... Dlaczego? - wyjęknęłam patrząc jej w oczy.
- Bo mądrością życiową jest wzajemne zmagania się z codziennością. - wytłumaczyła, a w jej oczach dostrzegłam cień dawnego blasku, uśmiechnęłam się radośnie.
- Była pani...
- ... tak, byłam tobą, taka jak ty. I nie żałuję dzisiejszej samotności za cenę tamtej wzajemności. Ktoś musi w końcu zostać sam.
- Zaryzykuję. - powiedziałam ściskając jej dłonie na rozstanie. Po chwili zza okna uśmiechała się, widząc wtulającą się we mnie  matkę. Nie pomachała, była przyszłą mną, ja nie macham, ja się nie żegnam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz