Gaszę pragnienie sokiem grejpfrutowym, którego gorzki smak uwielbiam od dzieciństwa. Przy czym sama sobie zadaję pytanie, czy suchość gardła i warg spowodowana jest wysiłkiem włożonym w bieg w twe ramiona czy to tęsknota za ciepłem twego ciała i ust? Nie wiem. Pijąc sok prosto z kartonu czuję się wyzwoloną kobietą. Może ty nazwiesz to feminizmem - niewyszukane gesty, niechlujne ruchy, brak delikatności i niewinności w ułożeniu dłoni na pudełku. Ale to przecież cała ja. Wystarczy cień dziecięcego zachwytu nad wskakującą wiewiórka na drzewo, a moja bluzkę pokrywa plama od kapiących lodów trzymanych w dłoni. Zetrę ją z lekkością palcem i nieprzejmując się zbytnio, pójdę spacerować dalej. Przecież plamy nie powinny psuć dnia, nie powinny decydować o szybkim biegu do domu, celem pozbycia się ich w pralce. Czyż nie upamiętniają tego co właśnie nas spotkało? Plamy też mają swoją własną historię. O tym nie wolno zapominać.
Plamy to ja. Ja to niepoukładane sprawy, kosmate myśli i rozbrajający uśmiech dziecka. Ja to chaos, spontaniczność i radość. Czy nie tak chciałeś bym o sobie mówiła i myślała? Dlaczego więc gdy tańczę na ulicy do muzyki, która tylko ja słyszę, krzyczysz na mnie i odchodzisz, jakbyś się wstydził? Dlaczego śmiejesz się z moich pobudek czy zasypiających oczu? Dlaczego boisz się zrobić coś zwyczajnie dziecinnego wśród zwyczajnie dorosłych ludzi? Dlaczego obawiasz się być sobą, takim jakim naprawdę chciałbyś być?

To trochę jak z Magicznym Autobusem. Wszyscy chcą do niego wsiąść - tylko dlaczego każdy pyta gdzie tu się kasuje bilety...
OdpowiedzUsuń