Zapytałeś mnie kiedyś:
- Wyobrażasz sobie życie bez niego?
- Nie. On będzie jeszcze długo żył.
Odpowiedziałam.
Po tym miał wypadek.
Przeżył
Ogłuchł.
Nauczyłam się rozmawiać z nim poprzez gesty.
Znów było dobrze.
Zapytałeś mnie ostatnio:
- Wyobrażasz sobie życie bez niego?
- Nie. Przeżył wypadek, wciąż tu jest, on będzie żył.
Odpowiedziałam.
Po tym trzeba go oddać do schroniska.
Stał się agresywny.
Nie potrafię już się sprzeciwić.
Są na świecie sytuacje, kiedy kogoś bardzo się kocha, ale dla dobra ogółu, trzeba przestać się z nim spotykać.
Nie umiem wyobrazić sobie, że Batona już nie będzie.
Ale będę musiała.
Już nie przyjdę do domu i nie powita mnie wesołe merdanie ogonem.
Już nie wtulę się w jego ciepłą sierść w złych chwilach.
Już nie poczuję mokrego języka na twarzy, który dziękował za wszystko.
Dlaczego?
Spędziłam z nim 2 lata.
Czy da się tak po prostu zapomnieć?
2008
Kocham i się boję, przez co nie wiem co robić, rozum mówi jedno, serce drugie, wybór jest cholernie trudny, ale kiedyś trzeba go w końcu podjąć. Zwłaszcza, że i tak już sporo czasu dostałam od losu w prezencie. Ale czy potrafię kogoś zabić? Nawet jeżeli dla niektóry to tylko pies. Dla mnie zaś, to zwierzak, którego kocham. Boję się, znów, tym razem czegoś zupełnie innego i tym razem mam zupełne prawo do tego, by się lękać. Zawsze musi być pod górkę, nawet jeżeli wydawałoby się, że przeciwności losu odwróciły się ode mnie. Zastanawiam się czy decyzja, jakakolwiek by nie była, okaże się potknięciem o kłody losu, a poranione kolana, po upadku nie pozwolą wstać i iść dalej.
Co wtedy? Kim wtedy się stanę? Lub bardziej czym?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz