piątek, 1 października 2010

Dzisiejszy Dzień Uśmiechu nie wypalił.

Mamy piątek. Cały dzisiejszy wieczór spędziłam na odrabianiu zajęć, które są na środę i piątek!
Jestem ambitna? Nie sądzę.
Chyba po prostu nie chcę myśleć o pewnych rzeczach, chcę rozplanować czas, wycisnąć z dni maksimum.
Chcę zapomnieć.
Ruszyłam dzisiaj folder ze zdjęciami z Warszawy, tej ostatniej z nim, tej bez niego. Wróciły wspomnienia. Wrócił czas w myślach, ten taki piękny, ten kiedy byłam taka... szczęśliwa. Ostatnio także przeżywałam okres szczęścia, wiem. Ale to było inne. Zrozumiałam, że zawsze będę tęsknić za tymi dniami, że nic na to nie poradzę. Zrozumiałam, że muszę nauczyć się z nich cieszyć, znów. I pewnie będzie tak za każdym razem. Ale chcę wierzyć, nie! ja w to wierzę, że kiedyś będzie tak samo jak było wtedy. Może nie dokładnie tak, bo jak to mawia Szymborska: nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy (...) żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy. ale będzie podobna euforia, podobne szczęście, podobny uśmiech i ta radość w oczach gdy się zobaczy tą osobę. Mam tylko wielką nadzieję, nie uświadomić sobie, że on był tym jedynym, którego potrafiłam tak kochać.

A taka byłam jeszcze przed całą sprawą.
Szczęśliwa, choć z tysiącem kłębiących się myśli.
Przede wszystkim, miałam nadzieję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz