Kiedy miał cztery lata, wyszedł z domu o trzeciej w nocy i przeszedł sześć przecznic.
Odnalazł się w kuchni u sąsiadów, stał na krześle i zaglądał do szuflady z cukierkami.
Szuflada, którą teraz otwiera, też na pewno kryje w sobie słodkości.
Uciekam.
Od ludzi, od świata, od siebie, od swojego życia.
Dlaczego?
Inaczej nie potrafię. Muszę podróżować, nie zasiedzieć się zbyt długo, bo to męczy, to niszczy. Nie mogę stać w miejscu, nie mogę skostnieć. Boję się przyzwyczajenia, rutyny. Dnia, w którym dotrze do mnie, że nie ma dalej drogi, że horyzont się kończy, że czas stanąć w miejscu i żyć. Boję się tego dnia, bo w tym dniu stracę swoją autentyczność, swoją radość, szczerość, swoje życie. Nie chcę i nie umiem funkcjonować bez nowych smaków, zapachów, doznań, wrażeń. Bez adrenaliny pływającej we krwi, bez wysiłku, bez nowości, bez obcych ludzi, bez wolności. A wolność, ta prawdziwa, ta jedyna dla mnie - to droga. Przed siebie, wciąż przed siebie. Chcę chłonąć świat, poznawać, wciąż dziwić się mu i ciekawić.
Gdybym tylko mogła, spakowałabym plecak i wyruszyła przed siebie. Ale nie jestem na to gotowa. Od dziecka mama powtarza mi, że nie da się tak żyć. A ja po dziś dzień, nie potrafię jej w to uwierzyć. Oglądaliście Into the Wild? Alex SuperTramp dążył do Alaski, i choć zginął w swoich własnych pragnieniach osiągnął to co chciał. Ja także tego pragnę, spełnienie za utratę życia, nie jest wielką ceną. Nie dla mnie.
Marzę by któregoś dnia odważyć się tak jak on wyruszyć i znaleźć swoją... Alaskę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz