sobota, 26 lutego 2011

Zapach pomarańczy.

Wczoraj jadąc autobusem urealniła się moja dawna opowieść zrodzona w głowie. Nie w 100%, chłopiec uśmiechał się, ale nie rozdzielał kawałków, zapytał tylko, spoglądając żywymi oczami na mnie, czy bym się poczęstowała. Zapewne to dlatego, iż patrzyłam od początku na niego jak zaczarowana, gdy usiadł obok. Ale posłuchajcie:


Pamiętała wspaniały zapach pomarańczy, unoszący się w przedziale. Nieśmiały uśmiech chłopaka, który obierał je wolno, dostojnie, jakby były czymś świętym. Jego oczy drgały lekko, gdy przykładał skórkę do nosa, wciągając intensywną woń owocu. Wyglądał na biednego, ubranie nosiło wiele zacerowanych dziur, gdzieniegdzie postrzępione. Widać było w ruchach twarzy, że był głodny. Miał ze sobą tylko kilka pomarańczy, które miały go nasycić. Jednak niewiele myśląc, rozdzielił swoje dary pośród ludzi siedzących obok. Mała dziewczynka w rudych lokach, o piegowatej twarzyczce dziękowała najpiękniej, swoim dziecięcym śmiechem. Chłopakowi nie zostało nic, prócz zapachu skórek i pustego żołądka. Jednak nigdy nie widziała nikogo tak szczęśliwego i spełnionego. Nigdy nikt, nie uśmiechał się do niej tak serdecznie, jak ten obdarty chłopiec o zapachu słonecznego lata. I już nigdy nie smakowała tak wspaniałych owoców. 


ostatnio nie pojawiają się w mej głowie obrazy i filmy, które mogę przelać na papier. tak strasznie za tym tęsknie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz